Tagi

Wiedeń, 22 lipca 1515 roku. Podczas zjazdu monarchów Europy Środkowej, którego skutków jeszcze nikt nie przewiduje (chyba, że? … cesarz Maksymilian I już wie, że nie musi wymachiwać szabelką, bo realizowanie hasła „Bella gerant alii, tu, felix Austria, nube” będzie owocne?), podczas zjazdu – przerywnik. Ślub i wesele Zygmunta von Dietrichstein z Barbarą von Rottal zu Thalberg. Za stołem główni, oprócz państwa młodych, aktorzy zjazdu. W centrum kompozycji Zygmunt Stary:

P1080319.JPG

Autor nieznany, siedemnastowieczna kopia ze zbiorów rodu Auersperg, Státni zámek Žleby, fragment.

Wraz ze starszym bratem, Władysławem, przyjechał do Wiednia pertraktować z cesarzem demontaż zarysowującego się sojuszu Habsburgów, Moskwy i państwa krzyżackiego przeciwko Jagiellonom (który to sojusz był raczej straszakiem niż realnym zagrożeniem, ale kto to wie?). I na pozór wydawało się, że cel osiągnął. Wszakże za cenę zgody na dwa małżeństwa: Ludwika II Jagiellończyka, królewicza Czech i Węgier, z arcyksiężniczką Marią, wnuczką cesarza oraz Anny Jagiellonki, królewny Węgier i Czech, z arcyksięciem Ferdynandem albo jego bratem Karolem V. Na mocy tego układu niespełna dziesięć lat później Habsburgowie objęli Węgry Zachodnie i Czechy na następne… 392 lata. Adieu, jagiellońskie marzenia o potędze. Jeszcze kolos, ale już peryferyjny.

Ale wróćmy do uczty.

P1080318

Skromniutko na stołach. Taka to tradycja ikonograficzna, jeszcze nie przywiązuje się wagi do tego, co na półmiskach, ważniejsze są tarcze herbowe nad głowami. Siedzą ci władcy środkowej Europy nad deseczkami-podkładkami pod kromki chleba, nawet talerzy nie mają, na osiem osób trzy rachityczne ptaszki o szyjach tak cienkich, że trudno uwierzyć, żeby jakąś ptasią główkę mogły unosić, parę bułek, dzban, pojedyncze kubki, nożyki. Nawet pies spogląda na ten stół bez większych emocji… Coś tam dworzanie donoszą, chroniąc półmiski przed utratą ciepła. Inni napełniają kubki. Jeszcze inni odpędzają muchy witkami. Nie ma aury wielkiej, radosnej uczty weselnej. Nawet stół kredensowy skromny, trochę srebrnych naczyń, nie nadto wyszukanych. Jedyna oznaka luksusu: śnieżnobiałe adamaszkowe obrusy.

W rzeczywistości z pewnością gościom niczego nie brakowało, a na pewno nie pieczystego, chleba, polewek, fruktów, marcepanów, piwa i wina. Źródła wspominają, że gościom – nie tylko tym za stołem dla „najdystyngwowańszych” – podano 300 potraw na srebrnej i złotej zastawie. Niestety, nie nastały jeszcze czasy, gdy stoły biesiadne będą malarze oddawać szczegółowo i malowniczo. Choć już niedługo Włosi i Niderlandczycy zaczną gustować w takich przedstawieniach. Szkoda, że nieznany autor obrazu nie miał talentu i temperamentu Antona Boysa, twórcy spektakularnej Biesiady ogrodowej w Hohenems, przedstawiającej również ucztę weselną (Margarethy von Hohenems i Fortunata Madruzzo). Chętnie poznalibyśmy więcej szczegółów – nie kulinarnych wprawdzie, bo tych i u Boysa próżno szukać, ale obyczajowych, materialnych. Wiedeńska scena ubożuchna, skromny ten bankiet… Ale jednak to ważny przyczynek do dziejów szesnastowiecznej kultury „okołogastronomicznej” Europy Środkowej, tak niewiele ich mamy!

A do bankietujących weselników u Hohenemsów warto powrócić, mnóstwo w tym wielkim obrazie  smaczków:

 

pol

Anton Boys, Uczta weselna w ogrodach rezydencji panów z Hohenems (Hohenemser Festtafel), 1578, 210 x 542 cm, Polička, Městská galerie.

Reklamy