Tagi

,

W Madrycie kwitnie handel, o którym w Paryżu nie ma się najmniejszego pojęcia: jest to detaliczna sprzedaż wody

napisał w 1840 roku Théophile Gautier (Podróż do Hiszpanii, tłum. Joanna Guze). Nihil novi, znamy to z wcześniejszego o dwieście lat obrazu młodego Velázqueza, który co prawda Sewilli dotyczy, ale ilustruje powszechne zjawisko i popularny fach.

v1

Diego Velázquez, Sprzedawca wody, ok. 1618-1622, Florencja, Uffizi

Widok niecodzienny, ale nie powinien dziwić w kraju,  który z deficytem wody słodkiej borykał się od zawsze. Dla Francuza – niespodzianka, wody się przecież nie pija. Pija się wino, kawę, piwo, coś mocniejszego, ostatecznie lemoniadę. Woda jest napojem prostym, niepewnym, podejrzanym. Ślady owej nieufności widać wyraźnie w powieściach współczesnego mu Balzaca: pija się w nich dużo, czasem bardzo dużo i zbyt dużo, ale zdecydowanie nie wodę.

Jedyne postaci Komedii ludzkiej, które się nią kontentują, to pisarz, Daniel d’Arthez, wzorzec bezinteresownego artysty, i margrabina d’Espard, która czyni to, by zachować powab młodości.   Balzac wspomina jeszcze jednego człowieka, który pije wodę, ale w bardzo szczególnych okolicznościach, opisanych w Czerwonej oberży. Mowa o bankierze Taillefer, który podczas obiadu słyszy, jak jeden z gości opowiada o tajemniczym morderstwie. Dla Taillefera nie ma w tym żadnej tajemnicy, ponieważ zbrodniarzem jest on sam. W nerwowym odruchu, wypija duszkiem dwie karafki wody, wzbudzając tym niejakie podejrzenia.  Wreszcie Vautrin, w końcowej scenie Blasków i nędzy życia kurtyzany, nieprzytomny z niepokoju o los Lucjana, opróżnia wiadro wody w swej celi w Conciergerie. U Balzaca wypicie szklanki wody nigdy nie jest naturalnym zachowaniem, jest znakiem.

Anka Muhlstein, Garçon, un cent d’huîtres!

Woda jest niebezpieczna. Czerpana z rzek i publicznych studzien bywa obrzydliwa, cuchnie. Jest – nomen omen – źródłem zakażeń, straszliwych chorób. Bezpieczniej wypić wino albo wytwarzane w browarach, wedle surowych przepisów, pod kontrolą, piwo. Dopiero wiek dwudziesty pozwoli bezkarnie (choć nie zawsze ze smakiem) pić kranówkę.

A jednak Hiszpanie przez wieki raczą się wodą kupowaną na kubki lub kielichy od ulicznych sprzedawców, aguadores lub aguadoras, zależnie od płci. Woda jest rarytasem, zwłaszcza jeśli pochodzi ze źródła albo górskiego strumienia. Tak jest w Madrycie, co opisuje Gautier:

To wielkie pragnienie Madrytu jest doprawdy czymś niezwykłym: wszystka woda ze źródeł, wszystek śnieg z gór Guadarrama nie mogą go zaspokoić. […] Manzares jest wypijany już u źródła; aguadores czyhają z niepokojem na najmniejszą kroplę wody, na najlżejszą wilgoć między wyschniętymi brzegami i zabierają wszystko, co się da, w swoich cantaros i naczyniach; praczki piorą bieliznę piaskiem; na samym środku rzeki mahometanin nie mógłby dokonać ablucji.

Sprzedawców, sprzedawczyń wody nie sposób nie zauważyć:

[..] ze wszystkich zakątków miasta słychać ich przenikliwe okrzyki, najrozmaiciej modulowane i akcentowane na sto tysięcy sposobów: „Agua, agua, quién quiere agua? Agua helada, fresquita como la nieve!” Trwa to od piątej rano do dziesiątej wieczór; okrzyki sprzedawców wody natchnęły Bretona de Los Herreros, cenionego poetę z Madrytu, do napisania pieśni pod tytułem Aguadora, która cieszy się wielkim powodzeniem w całej Hiszpanii.

„Zimna woda, świeżutka jak śnieg”. Może w tym porównaniu tkwi czar napitku, gdzie indziej postponowanego? W upalnej, suchej, pustynnej Hiszpanii, śnieg to zjawisko jak z bajki. Woda „świeżutka jak śnieg” jest egzotyczna, musi być rarytasem. A na pewno warta jest miedziaka.

Reklamy