Tagi

, ,

Królują sieciówki, espresso i caffé latte. Wiedeńskie kawiarnie dziś są takie, jak wszędzie. Te, które ostały się z dawnych czasów, teraz są atrakcją turystyczną oznaczoną w przewodnikach nachalnym „must see”. Więc przed Café Central, przed przedziwnym wenecko-florenckim neo-Trecentem dawnego pałacu Ferstla, dzień w dzień i w niepogodę stoi karnie kolejka chętnych.

central

Źródło: Wikimedia (Johann Werfring)

Ci którym już udało się usiąść na thonetowym krzesełku pod wysokim, neogotyckim sklepieniem popijają kawę taką jak wszędzie i czekają, by owionął ich swymi skrzydłami genius loci, zerkają, czy aby przy sąsiednim stoliku nie powstaje, spisywane na bibułkowych serwetkach, arcydzieło literatury, no, choćby wierszyk, choćby aforyzm. A przy sąsiednich stolikach tylko selfiki powstają, „Jestem tu!”, „Zobaczcie mnie!”, żadna filiżanka ani ciasteczko nie umknie nie zarejestrowane. A na karku czuć spojrzenie i oddech tych, co stoją i polują na miejsce… U wejścia koszmarek- naturalnej wielkości Peter Altenberg siedzi unieśmiertelniony przy stoliku.

Kto dziś wie, kim był Altenberg, kto czytuje Altenberga? Przyznajmy, lektura nie jest porywająca, esprit uleciało jak ze sparciałego balona, jego czas minął. Ale przewodniki objaśniają, że to niegdyś ważna postać życia literackiego Wiednia, nałogowy bywalec, niemal mieszkaniec Centralu. Więc bach, fotkę, jeszcze trzeba pogłaskać kolano na szczęście. Tyle zostało z “biblioteki serwującej kawę”, w której godzinami przesiadywali, dyskutowali, pisali, szkicowali Zygmunt Freud, Oskar Kokoschka, Adolf Loos, Robert Musil, Stefan Zweig, Frank Wedekind, a Lew Trocki grał w szachy. Tamtych Kaffehauzów, z którymi wiąże się nurt literacki Kaffehausliteratur,  które opisywał Stefan Zweig,

Kawiarnia wiedeńska jest instytucją szczególnego rodzaju, nieporównywalna z żadną inną, rodzaj demokratycznego klubu, dostępny dla każdego za niewielką ceną filiżanki kawy, każdy może siedzieć godzinami, dyskutować, pisać listy, przyjmować pocztę, czytać gazety i czasopisma

dawno już nie ma. Nie ma fizycznie albo nie ma duchowo. Oczywiście, jest Sacher, to instytucja, dziś dość typowa kawiarnia hotelowa,  jest Demel, kilka miejsc z wyższej półki, do których chadzają o określonej porze wiedeńscy zasobni emeryci z dobrych dzielnic. Żeby znaleźć coś z tamtej atmosfery kawiarni-kwintesencji życia, kawiarni-czytelni, kawiarni-drugiego domu, trzeba by wybrać się do dzielnic mieszkalnych, nie turystycznych, nie biurowych, zajrzeć do lokalnych lokalików ze stałą klientelą, stosem pomiętych gazet, stołem bilardowym. Zdarzyć się może, że tamta kobieta z nosem wetkniętym w książkę będzie Hertą Müller. Ale wtedy poczujemy się intruzem i podglądaczem.

Zanika też tradycyjna wiedeńska oferta kawowa. Włosi i Amerykanie górą. Espresso, latte, macchiato, americana – standard, nic nas nie zaskoczy. A kiedyś nieuświadomiony kawosz miał nie lada kłopot, menu wiedeńskiej kawiarni zdawało się być napisane językiem do kwadratu obcym:  poza oczywistą, zwykłą czarną (Kleiner/Grosser Schwarzer) – Kleiner/Grosser Brauner, Einspänner, Fiaker, Kaiser Melange, Kapuziner, Melange, Mokka gespritzt, Schale Gold,  Türkischer, Maria Theresia, St. Stephan, Wiener Eiskaffee… Pułapka za pułapką: Nussbraun – to nie kawa w kolorze orzechowym, ale najmniejsza ze stosowanych miar (to skrót od Nussschale  braun czyli kawy tak małej, że zmieściłaby się w łupinie orzecha) . Żeby nie było zbyt prosto: średnia kawa to Piccolo, a największy rozmiar to Teeschale  (co nie oznacza filiżanki herbaty, o której należy powiedzieć Schale Tee).  Tradycyjna wiedeńska kawa to przede wszystkim kawa mniej lub bardziej zabielona. Wszystko zasadza się na proporcjach kawy i mleka/śmietanki. Podobno kelner z  Caffé Herrenhof miał w głowie wzornik dwudziestu odcieni odpowiadających dwudziestu tonacjom różnych kawowych kombinacji.

Powiedz dziś bariście: „Nussbraun, bitte”… Podniesie brwi. Jeśli dobrze wyedukowany albo ma głębokie wiedeńskie korzenie, zrozumie i wyprowadzi Cię z błędu: nie ma Nussbraun, schon lange vorbei, Schluss damit, jest espresso. Dazu są croissanty i muffiny – nie Kaisersemmeln, Mohnstrizzeln albo Salzstangeln. Mam nadzieję, że na fali nostalgii, kultywowania tradycji, szukania okruchów przeszłości i powrotu do źródeł wrócą te smaki i zapachy. Kawiarnia znów stała się miejscem udomowionym, sposobem na życie, miejscem pracy. Jak mawiał  Alfred Polgar:

miejscem, gdzie ludzie chcą być sami, ale potrzebują do tego towarzystwa

 

 

 

Reklamy