Tagi

, , , , ,

Czy Wokulski był trunkowy? Autor nie potrafił się zdecydować: obdarzyć bohatera mocną głową czy raczej ukazać jego moralną wyższość poprzez obojętny stosunek do procentowych napitków? Więc sygnały są sprzeczne. Pierwsze skojarzenie: oczywiście wódka w bufecie dworcowym w Skierniewicach, czyli stres uruchamia potrzebę wypitki. To prawda, wysiadłszy w szoku z pociągu, w którym zostawił Izabelę przyłapaną (przysłyszaną?) na flircie ze Starskim

[..] wbiegł do bufetu.

-Wódki!…- zawołał.

Zdziwiona bufetowa [dlaczego właściwie to zawołanie bufetową dziwi?] podała mu kieliszek. Podniósł go do ust, ale uczuł ściskanie w gardle i nudności i postawił kieliszek nietknięty.

Wokulski abstynentem nie jest, podczas pobytu w Paryżu pije koniak jak wodę i szampana na litry. A z drugiej strony, gdy Rzecki proponuje mu „butelkę niezłego węgrzyna”, skorzysta, ale niebawem będzie się tłumaczył:

nie przywykłem pić i wino uderzyło mi do głowy

Winem się nie delektuje, wychyla kieliszek do dna, smak i aromat bez znaczenia. Podczas śniadania w Wielką Niedzielę u hrabiny Karolowej skonfundowany tym, że wszyscy na niego patrzą

wypił jeden po drugim dwa kieliszki wina stojące na stoliku i wtedy spostrzegł, że jeden kieliszek, z winem węgierskim, należał do jenerała, a drugi, z czerwonym, do biskupa

Podobnie u Wąsowskiej, kobiety niebezpiecznej

-Proszę podać wina – rzekła pani Wąsowska [do lokaja] – Wiesz, tego maślacza…[…] Wokulski wypił duszkiem.

Co prawda, maślacz – wino poślednie, zlewki po tokaju, nie ma się czym delektować, nie wiadomo, czy Wąsowska częstuje nim nieświadomą będąc jego mizerii czy też czyni gościowi despekt, w końcu to kupiec i nie ma co się wysilać… Ale wyraźnie Wokulski pija jedynie dla kurażu, po to, by zadać sobie trochę procentów i nabrać kontenansu. A wypiwszy duszkiem dwa kieliszki marnego wina zachowuje się jak uczniak, który dorwał się do ojcowskiego barku albo do resztek wina mszalnego w zakrystii. Widać, że Prus sam znawcą trunków nie był. Pytanie, na ile oddaje w powieści enologiczną pustynię ówczesnej Warszawy? Wina podawane u tak zwanej arystokracji warszawskiej jakością o zawrót głowy nie przyprawiają: maślacz u Wąsowskiej, u Łęckich do chłodnika podaje się portwein. Czy to realia, czy prusowe wyobrażenia o tak zwanym wielkim świecie?

Zdecydowanie lepiej czuje się autor w sferze piwnej. Piwo króluje. Pojawia się już na pierwszych stronach powieści, „w renomowanej jadłodajni”. Ajent handlowy i radca plotkując zawzięcie opróżniają butelkę za butelką … szósta,  siódma. Jak to w gospodzie. Kuchnia mieszczańska piwa wymaga. Rzecki co i rusz wstępuje „na kufelek”. A gdy wyprawił się na niedzielny obiad (Prus pisze o restauracji, ale widzimy tu raczej typowy warszawski „handelek”, może u Arkuszewskiego na rogu Miodowej i Kapitulnej, może u Stępka przy Wierzbowej)

zjadł pieczeń z kartoflami i kapustą, wypił kufel piwa, potem drugi kufel, potem trzeci i czwarty… nawet siódmy

Jakie piwo? Z historii warszawskiego piwowarstwa wiemy, że XIX wiek to era mody na piwa angielskie ale i portery, ale także piwa marcowe oraz bawarskie. Od Prusa wiele się nie dowiemy, chociaż jedna scena i jeden opis mają walor niemal relacji z degustacji. To słynne odwiedziny radcy Węgrowicza i ajenta Szprota u chorego już Rzeckiego. Wkraczają z „chłopcem”, który niesie kosz „wysmukłych butelek”, zaopatrzeni w trzy kufle i trybuszonik:

– Od czasu jak żeśmy pana ostatni raz widzieli, odkryliśmy nowy gatunek piwa. […] no, tylko spojrzyj, panie Ignacy – mówił radca podnosząc napełniony kufel. – Kolor starego miodu, piana jak śmietana, a smak szesnastoletniej dziewczyny [?!…] . Skosztujże… Co to za smak i co to za posmak?… Gdybyś zamknął oczy, przysiągłbyś, że to jest Ale… O! Uważasz?.. ja powiadam, że przed takim piwem należałoby płukać usta… Powiedzże sam: piłeś kiedyś coś podobnego?…

Warszawa Prusa jest piwna. To nie tylko specjalność gospód i handelków, nie tylko podstawowy napój drobnych urzędników i subiektów, piwo pija się powszechnie. Nie zabraknie go i na arystokratycznym rzekomo stole Łęckich, podczas proszonego obiadu Wokulski

spróbował polędwicy i popił ją piwem

Więc kiedy w czeskiej gospodzie zjawi się na stole svíčková na smetaně i dziesiąteczka, to będą to bardzo prusowe klimaty…

 

 

Reklamy