Tagi

, , ,

Dlaczego Veronese, przez jedenaście lat (1562-1573), na ogromnych płótnach malował jedynie tłumne festyny i uczty? Oczywiście, znamy artystów, których można nazwać monotematycznymi, jedni bez końca powtarzali te same kiście winogron, biszkopty i kryształowe karafki, inni przez miesiące i lata malowali jedną i tę sama katedrę w Rouen, jeszcze inni Madonnę z Dzieciątkiem, a niektórzy uwieczniali siebie samych. A jednak, młody, wielki malarz, jakim był Veronese w wieku trzydziestu czterech lat, czemu maluje uczty i tylko uczty? Zróbmy zestawienie:

Dwa razy Uczta u Szymona, jedna w Mediolanie, 7 na 5 metrów, druga w Wersalu, 9 na 5.

Uczta świętego Grzegorza Wielkiego w Vicenzy, 9 metrów na 5.

Wieczerza w Emaus, w Luwrze, 5 metrów na 3.

Uczta w domu Lewiego, w Wenecji, 13 na 6 metrów.

I wreszcie trzy razy Gody w Kanie Galilejskiej, jeden z obrazów w Luwrze, 10 metrów na 7.

To razem czyni, jeśli dobrze policzymy, coś około trzystu metrów kwadratowych bankietów… […]

Veronese namalował wszystkie posiłki wspomniane przez ewangelistów. Ale co spowodowało, że przekształcił je w uczty?

Philippe Beaussant, Przejścia. Z Renesansu do Baroku, Wydawnictwo Kle , 2017.

Odpowiedź w książce, nie będę jej zdradzać.  Beaussant zmusza do spojrzenia z uwagą, obnaża mity, odrzuca klisze, po przeczytaniu tego tekstu będziemy patrzeć na tłumne uczty Veronesa inaczej.  Choćby na jego słynne Gody w Kanie Galilejskiej, o których badacze pisali, że ewangeliczny przekaz utopił w morzu dekoracji i unieważnił. Nic bardziej mylnego…

veronese

Paolo Cagliari zwany Veronese, Gody w Kanie Galilejskiej, 1562, Paryż, Luwr. Źródło: Wikimedia

Ileż to razy powtarzano nam, że postaci na tym obrazie w  ogóle nie zważają na przemianę wody w wino, odwracają głowy, prowadzą rozmowy, mówią o zgoła czym innym.

Przywykliśmy uważać, że ewangeliczny przekaz jest li tylko pretekstem, że prawdziwym celem malarza było ukazanie malowniczości weneckiego towarzystwa w całej jego krasie. Jeśli podążymy tropem wskazanym przez Beaussanta, zobaczymy, że historia pierwszego publicznego cudu Jezusa jest osią dramaturgii obrazu.

veronese6

Niemal wszystko przy tym długim stole prowadzi nas ku winu, którego nie ma, ale znów jest, i to inne, zadziwiające. Jedni biesiadnicy już o tym wiedzą, inni czują, że coś się dzieje. Blondynka w błękitnej sukni, czy to ona pierwsza przeczuła cud? Patrzy uważnie na małego czarnoskórego sługę, który w biegu niemal podaje panu młodemu kielich pełen wina. A przecież wina dopiero co zabrakło! Nowina rozchodzi się szybko, jedni podnieceni, drudzy zdezorientowani. Mężczyzna po lewicy panny młodej już pyta służącego: które wino mi nalałeś? tamto poślednie? chcę tego nowego, lepszego, które dotąd ukrywali.

veronese8

A na osi obrazu, w centrum kompozycji, Jezus, Maria i uczniowie. Ściągają na siebie nasz wzrok.

ver1

To oni uruchomili dramaturgię tego obrazu, od nich wszystkie nici się rozchodzą i do nich wracają. Co mówi Ewangelia Janowa (J 2, 3-5, wg Biblii Tysiąclecia)?

A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa mówi do Niego: «Nie mają już wina». Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czyż jeszcze nie nadeszła godzina moja?» Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie»

I stało się. To wszystko opowiada z właściwą sobie malarską brawurą Veronese, wielki reżyser.

Reklamy