Tagi

,

Smakowe skojarzenia wiodące do Blaszanego bębenka Güntera Grassa należą raczej do kategorii niesmaków. I powieść, i film obfitują w sceny i obrazy, które budzą wstręt, zapadają w pamięć i mogą skutecznie obrzydzić różne potrawy. Ja od czasu obejrzenia filmu Volkera Schlöndorffa (obraz działa jednak mocniej niż słowo pisane!) nie tknęłam węgorza, tak sugestywnie pokazana jest scena na plaży w Brzeźnie. Smak węgorza lubiłam, czasem go sobie przypominam myśląc o niegdysiejszych wakacjach nad morzem, ale do ust już nie wezmę, chociaż wiem, że scena z końskim łbem jako przynętą jest całkowita zmyślona, nie tak się węgorze łowi. Ktoś inny przez wykreowaną przez Grassa Agnieszkę i jej tragiczny koniec nie tyka rybek z puszki. Ktoś wspomina ohydną zupę, jaką mali dręczyciele na podwórku każą jeść małemu Oskarowi.

A przecież jest u Grassa sporo smaczków lokalnych, kaszubskich i niemieckich, godnych uwagi. I tragiczny, choć nie budzący sympatii kucharz.

Akcent kaszubski wnosi rodzina matki Oskara, przede wszystkim babka Koljaiczkowa. I rodzina ojca-nie-ojca, Jana Brońskiego. Na kaszubskiej wsi pod Gdańskiem, ale już poza Gdańskiem- ni to miastem, ni to państwem, u Brońskich, odbędzie się stypa po Agnieszce

Zawieziono nas koło Złotej Karczmy przez las, przez bliską polską granicę do Bysewa-Wybudowania na stypę. W malej kotlince leżała zagroda Brońskiego. Stały przed nią topole i miały chronić od piorunów. Zdjęto z zawiasów wrota stodoły, położono na kozłach, nakryto obrusami. Przyszli jeszcze ludzie z sąsiedztwa. Stypa musiała trwać odpowiednio długo. Biesiadowaliśmy na klepisku stodoły. […]

Jedzenie było tłuste, potem słodkie, znów tłuste, wódka z ziemniaków, piwo, gęś i prosię, ciasto z kiełbasą, dynia w occie i cukrze, kasza gryczana ze śmietaną

(Günter Grass, Blaszany bębenek, przełożył Sławomir Błaut)

Ale za życia Agnieszka kaszubskich potraw w domu nie szykowała. Zresztą nie miała zamiłowania „do kucharskiego fartucha, do pracy w kuchni, [będąc] raczej zwolenniczką szybkich potraw”. W gdańskim domu przy Labesweg w Langfuhr-Wrzeszczu gotuje Adolf Mazerath, ojciec-nie-ojciec, a raczej pół-ojciec Oskara, kucharz z powołania. Kuchnia to drobnomieszczańska, solidna, bez fajerwerków, ale z uczuciem pichcona. Pomińmy słynne węgorze przyrządzane na wielkopiątkowy obiad („z mlekiem, musztardą, pietruszką i ziemniakami, dodam jeszcze listek bobkowy i goździki”). Jest wiele smaków przyjemniejszych

w niedzielę po pieczeni cielęcej z tłuczonymi ziemniakami i kalafiorem polanym masłem trząsł się na stole budyń waniliowy

Na świąteczny stół Mazerath przyrządza gęś nadziewaną suszonymi owocami, do tego czerwoną kapustę. Bywają i kaszubskie wątki: kurki z jajecznicą i boczkiem, ale głównie kuchnia niemiecka, oczywiście

jego żeberka kasselskie z kiszoną kapustą, jego cynaderki w sosie musztardowym, jego panierowane sznycle po wiedeńsku, a przede wszystkim jego karp w śmietanie z rzodkwią cieszyły wzrok, węch i podniebienie

Gdańskiej tradycji w tym niewiele, Mazerath pochodzi z Nadrenii i to jest taka ogólna, uśredniona kuchnia niemieckich mieszczan, sklepikarzy, rzemieślników, biuralistów. Gotuje na co dzień i od święta, w czasach dobrobytu i kryzysu. Już w czasach wojennych, ale jeszcze nie w czasach niedoboru, wyprawi obiad z okazji chrzcin Kurta, ni to brata, ni to syna Oskara

uporali się z zupą żółwiową. Maria niosła słodki groszek konserwowy polany masłem. Mazerath, który był odpowiedzialny za pieczeń wieprzową, osobiście zajął się półmiskiem, zrzucił marynarkę, w samej koszuli krajał plasterek po plasterku i nad kruchym, soczystym mięsem robił  wniebowzięte miny

Oczywiście, pan domu osobiście tranżeruje. Inny czas, inna sfera, inne miejsce, ale ten obyczaj trwa, widzimy scenę jak z zacnego lubeckiego domu (Ginące smaki domu Buddenbroków. A na koniec, niczym sławna legumina w domu konsulostwa, i w Gdańsku pojawia się wyczekiwany deser

przyszła matka Truczinska […] w lewej ręce miała dużą kryształową miskę pełną budyniu czekoladowego z tłuczonymi migdałami [..]  i gęsty, żółtawy sos waniliowy

Uczta Buddenbroków w drobnomieszczańskiej skali i w wojennych realiach niemieckiego Gdańska. Jeszcze nie jest głodno, jest masło, kakao, są migdały i wanilia, można zdobyć mięso, ale coraz więcej puszek trzeba wyciągać ze spiżarni wypełnionej przez zapobiegliwego Mazeratha.

Suche i ciepłe pomieszczenie wypełnione było różnymi artykułami spożywczymi: fasolą i grochem, makaronem, cukrem, miodem sztucznym, mąką pszenną i margaryną. Skrzynki sucharów z razowego chleba spoczywały na skrzynkach Palminu. Konserwy z mieszanką jarzynową piętrzyły się obok puszek mirabeli, zielonego groszku i śliwek

Do owej piwnicy, zaopatrzonej tak, by przetrwać najcięższe czasy, zszedł z rodziną i tam umarł, mimo że wszystko tak było pomyślane, by chronić, uchować, wyżywić ; umarł wśród swych skrzynek i puszek.

Dbał o mnie bardziej jak kucharz niż jak ojciec” – podsumuje Oskar – „kucharz Mazerath, który uczucia potrafił wyrażać tylko w zupach”. Miłość wkładał w pieczenie, marynaty, sosy. Uczucie wyrażane w brytfannie i na talerzu szczęścia mu nie dało. Agnieszka, odrzucając cały świat i tę pichconą miłość, je ryby, tłuste, nieświeże ryby, którymi się brzydzi, je kompulsywnie i ze wstrętem, aż do zatrucia, do samounicestwienia. Odtrącając jego kuchnię, nieodwołalnie odtrąca jego samego. Cóż straszniejszego mogło spotkać kochającego kucharza? Tragiczna postać, ten Mazerath.

Reklamy