Tagi

, ,

Wuj Bachelard, więcej niż zamożny kupiec, obiekt zabiegów, umizgów i intryg pani Josserand i jej córek na wydaniu (Emil Zola, Pot-Bouille, w tłumaczeniu Niny Gubrynowicz: Kuchenne schody) lubi zjeść, wypić i pokazać gościom, na co go stać.

Na całej trasie bulwarów znano wuja z wystawnych obiadów, na które zabierał klienta przybywającego hen z dalekich Indii albo Brazylii; tymi obiadkami za trzysta franków od łebka godnie podtrzymywał honor francuskiego handlu.

Wuj smakosz wie, co dobre, oczywiście wjeżdżają na stół trufle, szampan, ostrygi… Ale Bachelard potrzebuje silniejszych podniet, musi wznieść się ponad banalny wykwint. Tkwiący w nim snob, nuworysz i pozer każe żądać bardziej kosztownych trunków, bardziej oryginalnych, spektakularnych dań. Musi czuć, że jest wyjątkowy.

Ogarniało go szaleństwo wydawania, żądał wszystkiego, co najdroższe, najbardziej wyszukane, wręcz niejadalne: czeczugi z Wołgi, węgorza z Tybru, głuszca ze Szkocji,  dropi ze Szwecji, niedźwiedzich łap ze Szwarcwaldu, karkówki z amerykańskiego bizona, teltowskich rzepek, greckich kabaczków; do tego nadzwyczajnych nowalijek: brzoskwiń w grudniu, a kuropatw w lipcu, a jeszcze wyszukanych kwiatów, sreber, kryształów…

Czeczuga, bizon, niedźwiedzie łapy, brzoskwinie zimą – ekstrawagancje oczywiste. Ale „teltowskie rzepki”? Rzepa warzywo niezbyt wykwintne, paleta dań nie za bogata, czym tu się podniecać?

rzepa

Źródło: Wikipedia

Teltower Rübchen (Brassica rapa L. subsp. rapa f. teltowiensis) okazuje się być niemieckim przysmakiem nad przysmaki. Rzepka, mała odmiana rzepy, dość ostra w smaku, przywędrowała do Brandenburgii z Flandrii albo z Saksonii, a może i z Polski albo z Finlandii. Jak inne podobne warzywa, z pasternakiem i pietruszką na czele, długo pozostawała pokarmem ubogich, aż nagle, w XVIII wieku nastała na nią moda i jako delikates trafiła również na pańskie stoły. Podobno propagował ją Fryderyk II (ze względów raczej ekonomicznych: pożywna, świetnie udawała się na brandenburskich piaskach), a z wielkim upodobaniem jadali Johann Wolfgang von Goethe i Immanuel Kant. Kiedy w 1806 roku armia napoleońska zajęła Prusy, rzepkę poznali i pokochali Francuzi – trafiła nawet na stół cesarski. „Navets de Teltow” znajdziemy w wielu francuskich książkach kucharskich.

Można tę rzepkę gotować, można jeść na surowo, podobno smakuje jak rzodkiewka. W klasycznej wersji duszona na maśle, karmelizowana, pod koniec duszenia podlewana mięsnym bulionem, redukowanym następnie do ciemnego sosu. Zapewne tego smakołyku pożądał snobistyczny smakosz, wuj Bachelard. Może w wersji z kasztanami, ten mariaż podobno bardzo jest udany.

Reklamy