Tagi

, ,

Rozmowa Aleksandry Boćkowskiej z socjologiem Tomaszem Peciakowskim (Gazeta Wyborcza, 5-6.11.2016 Taco rzecze Hemingway) uświadomiła mi istnienie bardzo podobno popularnego rapera, który wbrew woli bywa nazywany „głosem prekariuszy”

I rzeczywiście, nie jest nim. Natomiast jest pewnym świadectwem ich istnienia, a przede wszystkim problemów, z którymi mierzą się tzw. młodzi, wykształceni, z wielkich miast. W tym sensie trafnie pokazuje, jak żyje pewna grupa społeczna (TP)

Mówi też socjolog, że jest Taco „błyskotliwym obserwatorem, który ma żyłkę reportażysty”. Skoro tak, to zaglądam do tekstów – może są i obserwacje kulinarno-gastronomiczne? Są! Najpierw ironiczne porady dietetyczne dla budujących na siłowni masę mięśniową na maksymalną rzeźbę (Białkoholicy)

Jeśli robisz omlet kupuj tylko jaja zerówki

sprawdź czy kury miały wolny czas na fajne wędrówki

Wołowina? Czy przed śmiercią życie bajka dla krówki?

I tym podobne, standardowe śmichy-chichy z wege, eko i poprawności . Pomińmy, zwłaszcza „pieczywo ciemniejsze niż prezydent Obama” … Ciekawszy materiał zawiera Awizo:

Ja znowu nie mam kwitu, kupiłem drogie chorizo

Jakieś żytnie pieczywo. Chleby ciemne jak Akon

Władam sojowym mlekiem, bo jestem soja Posejdon

Aha. Znowu nie mam na życie, wszystko wydałem na hummus

Ty jadłaś byle co a widać że apetyt ci urósł

Podczas gdy jadłeś kanapki, szynkę, majonez babuni

Ja jadłem jarmuż i bataty i prażone halloumi

Malinowe pomidory leżą dwa na stole

Mógłbym mniej wydawać forsy, ale płakać wolę

Jakieś pół wypłaty poszło mi na guacamole

Bo w Piotrze & Pawle cztery awokado dwa patole

Taco jedyny raper, który robi musakę…

Aleksandra Boćkowska i Tomasz Peciakowski komentują:

(AB) … jarmuż, hummus, awokado.

(TP) – Czyli tęsknota za stabilnym życiem klasy średniej. Oczywiście Taco jest wielkomiejski, to świat widziany z perspektywy kawiarni, klubów i świateł głównych ulic. Przede wszystkim Warszawy, ale nie tylko. Marzenie o stabilizacji dotyczy wielu młodych ludzi, którzy ciężko pracują, funkcjonują na linii praca – dom, bo uwierzyli, że ten status jest w zasięgu ręki – nie trzeba kruszyć betonu, wystarczy ciężko pracować.

(AB) – To nie jest warszawkowate?

(TP) – Niekoniecznie. Może poza Warszawą ten symboliczny hummus czy awokado kupuje się częściej w Lidlu niż w sklepach z ekologiczną żywnością, ale aspiracje są te same. Stąd uważam, że twórczość Taco ma charakter klasowo–warstwowy. W jego tekstach można wyczuć, jeśli nie wyższość, to obcość wobec osiłków, którzy jedzą kebaby.

Hmmm… „Awizo” rytmicznie jest, do rymu jest, co z tą „żyłką obserwacji”? Chorizo, mleko sojowe – ok, bywa drogo, nawet bardzo, masy tego na co dzień nie jadają. Hummus? Ciecierzyca, oliwa i trochę pasty sezamowej. Może nie jest to tanie jak barszcz, ale nie droższe od „szynki i majonezu babuni”. Chyba, że to nie szynka, a wyrób szynkopodobny pompowany solanką. Musaka – potrawa raczej niezamożnych Greków. No tak, dobrze, niech będzie, że hummus, awokado i bataty to brzmi egzotycznie, więc niedostępnie z założenia, niech będą symbolicznymi przedmiotami aspiracji (chociaż to produkty dostępne w dyskontach i na podmiejsko-małomiasteczkowych targowiskach za pieniądze mniejsze niż kiełbasa, bynajmniej nie klasy chorizo).

Tym, co mnie wprawia w osłupienie, jest kariera jarmużu jako …. elementu „stabilnego życia klasy średniej”, „świata kawiarni, klubów i świateł wielkich ulic”.  Jarmuż, pospolite, niewymagające warzywo kapustne, urośnie na każdej glebie, liście zbiera się kilkakrotnie, przez całą zimę, roślina nie do zdarcia – przetrwa na marnym polu solidne przymrozki, i to jeszcze z korzyścią dla smaku.  Niegdyś jeden z podstawowych surowców kuchni ubogiej, ratunek przed głodem na przednówku, ostatnie wspomożenie, gdy spiżarnia całkiem pusta. Wymienia go Jan Kasprowicz w kipiących emocjami, bolesnych, bluźnierczych tekstach, prośbach o zmiłowanie nad upodlonym, nędznym ludem:

Czy może głód się przyczołga

Z lebiodą i zwiędłym jarmużem

Księga ubogich, XXIII

O Boże!

O Mocny!

Ty się upajasz wielkością stworzenia, po tym śmiertelnym wygonie,

Jak bedłki tak jarmużu syty ginie lud.

Święty Boże, Święty Mocny

(bedłka to ludowe określenie grzybów, mało wartościowych albo zgoła trujących) . Jarmuż Kasprowicza to sprzymierzeniec ubogiego, ale i zagrożenie: ten, który zwiędły ostał się na polu po zimie, uciszy głód, to ostatnia deska ratunku, ale w nadmiarze może zaszkodzić. Zwłaszcza, gdy jest strawą jedyną, świątek, piątek i niedziela. Figura nędzy.

Pewnie dlatego potem jarmuż zniknął z pól, ogrodów i straganów: żeby w oczy nie kłuć wspomnieniem niedostatku. Szkoda, bo to i cenne warzywo i pyszne, goryczka jaką zyskuje po przymrozkach – niezrównana! U nas w domu jadało się jarmuż od lat 70-tych ubiegłego wieku, bo mama dostała kiedyś rozsadę i bez przekonania wsadziła gdzieś w kącie ogrodu. Rósł jak głupi, nie nadążaliśmy z wymyślaniem potraw, trochę się marnowało, trochę obgryzały zwierzaki, trochę trafiało na kompost. A dziś, proszę… Hipsterskie jadło.

Zadziwiająca jest ta kolej losów jarmużu: od strawy ubogich – przez głębokie zapomnienie (wyparcie?) – po wydumaną jarzynę aspirujących…

Reklamy