Tagi

,

Na wystawie w berlińskiej Gemäldegalerie (El Siglo de Oro. Die Ära Velázquez), wśród obrazów największych hiszpańskich mistrzów Złotego Wieku nie zabrakło urodziwych i smakowitych bodegonów. Bodegon – termin poręczny, choć wieloznaczny, bo obejmuje i wnętrza zasobnych kuchni, i sceny z targu, i biboszy w tawernach, i wieśniaków nad kubkiem wina, skrawkiem sera, pajdą chleba, główką cebuli – i klasyczne martwe natury, od skromnych po wykwintne, przebogate, rozpustne. Jednym słowem: prawie wszystko, co wokół jedzenia się obraca, z wyjątkiem może wystawnych uczt ludzi i bogów.

Szkoda, że zabrakło w Berlinie najpiękniejszych, surowych i rytmicznych martwych natur Francisco Zurbarana, reprezentuje go wdzięczny, ale przegadany Kosz warzyw z fińskiej kolekcji (Gösta Serlachius). Pod nieobecność mistrza mistrzów królem jest oczywiście Juan Sánchez Cotán:

cotan

Juan Sánchez Cotán, Martwa natura z dzikim ptactwem, 1600-1603, The Art Institute of Chicago

Dostojna pigwa, rozbrykana kapusta, melon kubistycznie rozpłatany. Rządkiem, na ledwo widocznych sznurkach za dzioby powieszone, tragiczne ptaki o miękkich piórkach we wszystkich barwach jesieni, szyje długie ponad miarę, łapki bezwładne. Kruszeją. Żałobny teatr marionetek. Kompozycja sprytna, linia elipsy opada z lewego górnego rogu, zawraca, wznosi się. Cudowna szlachetność barw. Piękny obraz i smutny. Typowy dla mistrza.

W Berlinie pokazano jeden tylko obraz Cotána. Szkoda, że nie Pigwę, kapustę, melona i ogórka z San Diego albo Bodegon z kartuzji w Grenadzie, na którym pokazał same wybielone, mięsiste łodygi karda i korzenie ciemnej marchwi; to późne, najpiękniejsze martwe natury jego pędzla, nadzwyczaj oszczędne i szlachetne, warzywa i owoce unieruchomione, a zdają się poruszać po eliptycznej orbicie, cudowny ruch w bezruchu, trwanie urody świata. Cotán, tenebrysta, twórca bodegonów ascetycznych, w pustej, kamiennej ramie, na tle nieprzeniknionego mroku zawiesza owoce i główki kapusty, na parapecie układa przemyślnie i oświetla snopem ostrego, zimnego światła melony i ogórki. Czasem lśniące ryby, czasem ptactwo o wielobarwnym upierzeniu. To wyrafinowana, wykoncypowana spiżarnia, różnorodność kształtów i faktur obrazuje wspaniałość Boskiego daru. Badacze hiszpańscy czasem dopatrują się źródeł sztuki Cotána w mistycznych tekstach Teresy z Avili i Jana od Krzyża: to obrazy, które wznosić mają życie duchowe na wyższy poziom, przez skupienie ku „kontemplacji w ciszy”, ku upragnionemu spokojowi duszy. Może jednak za daleko ta interpretacja się posuwa?

Obok niego, inne bodegony wydają się płaskie i trywialne. Ale niosą anegdotę i detal wielce interesujący. Kilka obrazów malarza mało poza Hiszpanią znanego: to Antonio Puga, pochodzący z Galicji portrecista, autor obrazów religijnych, ale przede wszystkim scen rodzajowych z targu, ulicy, tawerny. Trochę niderlandyzuje, trochę naśladuje caravaggionistów. Maluje wędrownych ostrzycieli noży i mieczy, żebraków płci obojga, wróżki, jarmarcznych aktorów, handlarzy i robiące zakupy służące i gospodynie.

                       puga

Antonio Puga, Handlarz oliwą, ok. 1621, Villa de Castres, Museum Goya

Zapomniane od dawna, a niegdyś wszechobecne bukłaki, w nich transportuje się wino, wodę, oliwę. Wędrowny handlarz oliwą niesie na plecach wielki wór, pewnie ze skóry owcy, kozy, a może cielaka, musi mieć ze sobą i dzban, i miskę, miarki i lejki, cały ruchomy warsztat pracy. I  w gospodzie wino leje się do dzbanów z wielkiego bukłaka, który leży na stole. Tawerna to miejsce mężczyzn, siedzą, piją, lulki palą. Hiszpan w gospodzie siedzi w kapeluszu (zupełnie jak Holender – bez kapelusza ani rusz, studenci mieli prawo paradować po mieście w szlafrokach, ale nigdy bez kapelusza, kto od kogo ten zwyczaj przejął? ). Przez wieki nic się tu nie zmieniało, ta gospoda mogła gościć  błędnego rycerza, mogłaby być scenerią przygód Alfonsa van  Worden.

                                                        puga2

Antonio Puga, Tawerna, ok. 1620, Museo de Pontevedra (na wystawie zdjęć robić nie wolno, niestety, a malarz niezbyt popularny, tylko taką małą ilustrację znalazłam)

Smutkiem wieje z obrazu Alejandra de Loarte:

                    loarte2

Alejandro de Loarte, La Gallinera (Sprzedawczyni drobiu), 1626, Madryt, Prado

Młoda handlarka jest zziębnięta, ma czerwony, zmarznięty nos, okutana, owinięta płaszczem i chustą, nie poruszy się, by nie wydatkować nadto energii. Bidula trochę kuli się w sobie, nie zachęca, nie namawia, wygląda, jakby była tu wbrew swej woli, jakby jej nie zależało. Nie mam powodu przypuszczać, że nagromadzenie ptasich zwłok budzi w niej grozę, ale trochę tak to wygląda. Patrzy wprost na nas, nie na monety, które wpadają do otwartej dłoni. Młody mężczyzna, który kupuje, też beznamiętny, ni to zatroskany, ni to współczujący, bo przecież nie zawstydzony? Nawet na siebie nie patrzą. Wyraźnie nie są tu na swoim miejscu, grają nie swoje role. A wokół nich – ptactwo duże i małe, żywe i martwe, w całości i w częściach, kury, kaczki, gęsi, indyki, gołąbki. Będzie z czego zrobić olla podrida albo puchero, hiszpańska kuchnia to od wieków mięso z mięsem. Na pierwszym planie, w misce, podroby, odmalowane dokładnie, szare, tłuste, brunatne i śliskie.   Zimny obraz. Wydaje się, jakby cuchnął śmiercią zarazem wiejąc lodem. Nie chcę, żeby moja opcja wege przesłaniała mi walory obrazu, jest ciekawy, jest dokumentalnie frapujący, ale trudno mi wyobrazić sobie, by ktoś miał ochotę powiesić go w swej jadalni, w salonie, w gabinecie. A może – jak to często bywało – pod przykrywką handlu drobiem jakieś erotyczne konteksty? Kogut, wiadomo, symbol płodności. Monety wpadające do dłoni… A wiszące drobiowe zwłoki, otwarte, śliskie, mają w sobie coś nieprzyzwoitego…

 juan van der hamen3

Za to martwa natura Juana van der Hamen y Leon, Dwa pudła, słoik, łyżka, naczynie (1621, , Museo de Bellas Artes de Granada) – urocza i bezpretensjonalna.

I wreszcie bodegon szczególny – Mistrza z Amsterdamu, Kuchnia albo Kuchmistrz

amst

(ok. 1625, Rijksmuseum, dawniej przypisywany Alejandro de Loarte)

Radość, jaka bije z oblicza kucharza – jedyna w swoim rodzaju. Robię w myśli przegląd scen kuchennych włoskich, holenderskich, niemieckich, ale takiego ukontentowania nikt chyba nie sportretował. Nawet mięsna, nieprzyjemna sceneria trochę blednie wobec promieniejącego kucharza, policzki ma rumiane, z zadowolenia mną mu się wesoło zmarszczki koło oczu (kurze łapki, nomen omen…).  Jak on się cieszy z obfitości dóbr, którymi wypełnił spiżarnię! Jak się cieszy na to, co przyrządzi! Cała uczta już widoczna w jego zabarwionych szczęściem oczach. Już widzi się przy stole zastawionym, na stole pieczyste, galarety, kiełbasy, kiszki, olla podrida. A w misce, którą dumnie dzierży, przysmak, cenna posoka (niestety, to nie czerwony barszczyk..). . Cóż, wegetarianie cierpią, patrząc na ten raj mięsożercy. Kuchnia hiszpańska nie dla nich.

Reklamy