Tagi

,

W praskiej Galerii Narodowej w pałacu Sternbergów (Bohemica 1: oaza w pałącu Sternbergów ) sporo obrazów interesujących, wśród nich nie sposób nie zauważyć paru pięknych martwych natur, ale i na innych obrazach sporo smakowitości, codziennych pokarmów, używek, biesiad, stołów, pucharów, bochnów chleba….

Najpierw całkiem nieoczekiwanie odnajdujemy obraz Michaela Pachera, Tyrolczyka, wielkiego malarza i rzeźbiarza wielkich nastaw ołtarzowych z czasów, gdy sztuka gotyckich poliptyków osiągnęła apogeum, by niebawem oddać pola renesansowym retabulom.  To kwatera z przedstawieniem Narodzenia Marii, jest w Pradze gościem, wypożyczona z kolekcji Kolovratów z zamku Rychnov nad Kneznou.

P1050134

Inaczej niż Boże Narodzenie, Narodzenie Marii dzieje się nie w stajence, nie w grocie, ale w scenerii dostatniego, jeśli nie bogatego, mieszczańskiego wnętrza. Malutką Marię już służąca wykąpała i owinęła w pieluszki, jest tu wszystko, czego matce i dziecku trzeba, jest i obsługi dość. Na łożu, za bogatą, brokatową zasłoną, leży położnica, też już wymyta i czysto ubrana, w bielusieńkiej koszuli i chuście, i sama biała jak kreda, nieobecna, wymęczona, dochodzi do siebie. Wiele przeszła ta późna pierwiastka. Anny wzrok nieobecny, a może – oczyma duszy – widzi już przyszłe boleści tego dziecka, które cudownym zrządzeniem wydała na świat? Nad niemłodą matką pochyla się służąca, przyniosła miskę, wielką łyżką będzie karmić położnicę. Co  w tej misce? Gęsty kleik? Czy słodka bułka rozmoczona w mleku? A może pożywny rosół?

P1050097

Florentczyka Andrea di Giusto, Maria z Dzieciątkiem i aniołami (ok. 1435, fragment). Matka podaje Dziecku przekrojony na pół owoc granatu, a ono z powagą swemu wiekowi niezwyczajną, sięga po soczyste ziarna. Granat: w porządku ziemskim pokarm apetyczny i zdrowy, w porządku symbolicznym – bolesny. Owoc, z którego tryska sok czerwony, musi nasuwać myśl o krwi Pańskiej ofiarnie przelanej. Nie jest to niewinna przekąska, wizja Golgoty unosi się nad matką i dzieckiem.

A tu pod stołem w Wieczerniku, miedzy bosymi stopami apostołów i fałdami ich obfitych szat znajdujemy przedziwne, maleńkie stworki: to psy, nieodłączni towarzysze wszystkich biesiadujących, czekają pod stołem na smakowite resztki, nieobgryzione do imentu kości, skórki od chleba, jednemu już się udało, drugi wyczekuje. Dlaczego Jacopo da Montagnani maluje psy jako mikre, bledziutkie stworzenia? – najmniejszy chihuahua wydałby się przy nich brytanem. Czy dlatego, że za mało wolnego miejsca zostawił, a przecież pies na obrazie być musi? Czy to jakiś uczeń albo pomocnik dla żartu domalował szczuropodobne czworonogi?

P1050098

Jacopo da Montagnani, Ostatnia Wieczerza, II poł. XV w., fragment

I na tej Ostatniej Wieczerzy zwierząt nie zabraknie. Pod ławą cupnął kot, dalej czeka pies. Obok kosz pełen chleba – nie są zainteresowane, nie po to tu przyszły, czekają na lepsze kąski. Czy doczekają się? Stół nie jest bogaty, na kilkunastu mężczyzn jedno niewielkie upieczone zwierzątko, które pewnie miało być barankiem, a wygląda na prosiaczka, wielka uczta to nie będzie…

 P1050129

Hans Raphon, Ostatnia Wieczerza, 1499, fragment

To było preludium, uwertura, przedsmak. A dalej galeria w pałacu Sternbergów odkrywa nam holenderskie, flamandzkie i niemieckie martwe natury wielkiej urody. Zastawione bogato stoły i skromne, z paru detali zaledwie zbudowane kompozycje.

 P1050108

Śniadaniowy stół Nicolaesa Gillisa (1614 ; fragment), malarza działającego trochę w Antwerpii, trochę w Haarlemie, nazbyt może przeładowany i chaotycznie zapełniony, ale urokliwy za sprawą naiwnego, niewymuszonego wdzięku, mamy wrażenie, że malowanie sprawiało mu radość. Czujemy obecność Florisa van Dycka, a może Clary Peeters. Piramida serów o zwartej teksturze ukoronowana masłem na talerzyku, bułka, kosze owoców, römer, w którym połyskuje wino, wymyślnie formowane ciasteczka i kawałki kandyzu… jest bogato. Na sam brzeg stołu opadł na chwilę motyl – ku pamięci, ku przestrodze: to tylko chwila, piękna, miła, ale tylko chwila wobec wieczności, która przed tobą, bądź tego świadom, miej tę myśl w tyle głowy, gdy oddajesz się przyjemnościom stołu.

P1050111

Willema Kalfa Martwa natura (1653/54, fragment), którą nazywam sobie cytrynową, bo blask bijący z pomarszczonego flawedo i ze szklistego,  dojrzałego miąższu owocu ściąga wzrok i każe zignorować całą resztę; kielich, stół, mięsista tkanina – wszystko jest tłem dla tego cudownego owocu, który tyle obiecuje. Przekrojona i obrana cytryna jest samym sokiem zamkniętym w drobniutkich wyrostkach, odkrojony dopiero co przejrzysty plasterek zaraz wpadnie do jakiegoś kielicha i napełni go smakiem. Na wpół obrana cytryna to jeden z ulubionych motywów Kalfa, ale nad tym obrazem szczególnie zdaje się unosić cytrusowy, rześki i wytrawny aromat, to barwa i blask owocu niemal wydzielają tę śródziemnomorską woń…

Dwie martwe natury – Pietera Claesza i Jana Jansza van de Welde, dokumentują holenderskie nałogi. (Pija, lulki palą ) .Dzban albo szklanka piwa, fajeczka, tlący się knot, naczynie wypełnione żarem, by żadna fajka nie pozostała nie wypalona. Rozrzucone karty, kości go gry. Oczyma wyobraźni widzimy sceny z obrazów Steena, Ostade, Teniersa, karczemne wnętrza, ciemne i duszne, gęsto od dymu, w głowach też mętlik, awantura wisi na włosku. Ale to bardziej stół w zamożnym holenderskim domostwie, w paradnym pokoju, pan domu ma kosztowną fajeczkę, ładne szkło, zapali sobie, może przyjdą goście, siądą razem do gry.

P1050114

Pieter Claesz, Martwa natura z dzbanem i żarem, 1646

Wydźwięk moralizatorski tych tytoniowych martwych natur jest oczywisty, a jednak trudno nie myśleć o tym, że to dla utrwalenia piękności codziennych sprzętów były malowane, ku radości oka kupowane i wieszane w domach. Zimno-ciepło-gorąco, chłód szklanych i metalowych naczyń, chłód wina, lekka piana na piwie, przejrzyste bąbelki pękają powoli, czerwone ogniki, pełgający płomień, przesuwająca się plama żaru, w którym knot wypala się  i kurczy, biel zgrabnej fajeczki o długim cybuchu – piękne oblicze niepięknego nałogu.

I może najciekawsze, obrazy Georga Flegela, Niemca z Ołomuńca, cudownego dokumentalisty stołów mieszczańskich. Śniadanie – jakże  smakowite (Śniadanie z jajkiem ; 1630). ! W roli głównej rzadki gość: jajeczko na miękko spoczywające w srebrnym kieliszku. Nietypowo, bo ułożone poziomo, nie tak, jak przywykliśmy, czubkiem do góry.

                                          flegel

Leży sobie, a nie stoi, zapewne dlatego, by lepszy dać dostęp do półpłynnego wnętrza, skorupka już nadtłuczona i trochę obrana, a w żółtku zanurzony zgrabny słupek z chleba (najchętniej widzielibyśmy w tej roli grzankę, ale to jednak po prostu krojony chleb, może czerstwy, też ładnie nasiąka). Jajka, których próżno szukać na holenderskich i flamandzkich martwych naturach, Flegel z zamiłowaniem portretuje, piękny obraz poświęcił jajkom sadzonym… Georg Flegel to osobny, fantastyczny, a mało znany rozdział w dziejach martwej natury, trzeba będzie do niego wrócić,  więc tylko wspomnijmy, że w pałacu Sternbergów wisi jeszcze jego Kredens i wielce pożywny Obiad ze śledziem w cebulce, pieczonym jarząbkiem, oliwkami, cytryną.

Smakowity spacer…

Reklamy