Tagi

, ,

W 1849 roku Honoré de Balzac wyruszył w podróż do kobiety swego życia: pociągiem, dyliżansem, powozem przez całą Europę do ukraińskiej Wierzchowni, tysiące kilometrów, trzeba docenić siłę, jaka go gnała, schorowanego pięćdziesięciolatka (a zatem człowieka mocno w leciech),  siłę uczucia, ambicji i nadziei na to, że piękna Ewelina i fortuna Hańskich odmienią jego życie.  Co po drodze wycierpiał, to i opisał. Wreszcie dociera na miejsce. Olśniony. Czuje się niczym bohater baśni Tysiąca i jednej nocy, znalazł się w jakimś królestwie wschodnim, w pałacu przepysznym „niczym Luwr”, u boku władczyni, przed którą poddani padają na twarz, a ona łaskę okazuje łagodnym gestem. No cóż, był snobem, od dziecka zasupłany w kompleksy; widok bogactwa, od tak dawna upragnionego, a teraz tak osiągalnego, napełnia go tkliwym uczuciem. Byłby tu szczęśliwy, ale.. Szczęście mąci kuchnia.

Już po drodze notował i obelgi, i akty strzeliste: w gospodach proponują mu kapustę i „bortsch”, zupę, która wzbudziła w nim najgłębsze obrzydzenie (trudno nam pojąć, jak można barszczu czerwonego nie lubić, a jednak wielu cudzoziemców podziela odrazę Balzaka…). Ale w Wierzchowni, w pałacu królującym na włościach przeogromnych, u Eweliny, dystyngowanej czytelniczki francuskich nowości literackich, pewnie spodziewał się jadać lepiej. A tu .. klops, a raczej stary wół i stary baran. Pisze do swych młodych siostrzenic:

 Vierzschovnia, kwiecień 1849

Zróbcie mi przyjemność wsuwając do kolejnego listu, jaki pisać będzie do mnie wasza matka albo babka, dobrze i jasno zredagowany przepis, abyśmy mogli go kazać wykonać kucharzom-mużykom [„moujik” to w jego słowniku pełen pokory poddany, sługa dozgonny, wschodni niewolnik]: po pierwsze, sos pomidorowy pomysłu waszej matki, […] po wtóre purée z cebuli, jakie u waszej babki robiła Luiza; tutaj bowiem, imaginujcie sobie, żyjemy na bezkresnym pustkowiu i aby dało się przełknąć kawałek wołu, który w całości byłby wart nie więcej jak sto franków, albo barana, który nic wspólnego nie ma z Pré-Saleé, trzeba sięgnąć do przepisów i użyć wszelkich sztuczek kuchni paryskiej.

O tutejszych cielętach pisze, że odznaczają się „republikańską chudością”, a o prawdziwym wołu tylko śnić można. Jarzyny nie lepsze „marchew smakuje rzepą, brukiew w ogóle bez smaku”. Za to kasz co niemiara, z prosa, z gryki, z jęczmienia… („ gotowi by ją robić z kory drzew”). Ukojenie przynosi wyborna chińska herbata i świetny nabiał. Ale to niewielka pociecha. A na dostawy smakołyków nie ma co liczyć

Nie można tu nic sprowadzić z Paryża […] kasztany w cukrze od was przyjdą pewnie w lecie. Zamęt galicyjski utrudnia handlowe przesyłki, tylko listy dochodzą regularnie.

Bywajcie, drogie dziewczynki, znoście cierpliwie republikę, skoro macie prawdziwą wołowinę, cielęcinę, prawdziwe jarzyny, a do tego poczciwego wuja, wielce szczęśliwego, choć karmionego kaszą

Skoro w arystokratycznej, bogatej Wierzchowni jedzenie jest tak podłe, że trzeba smak maskować cebulą, to czego mógł się spodziewać przybysz ze słodkiej Francji na pośledniejszych stołach?

Czterdzieści lat wcześniej wrocławski wydawca Wilhelm Korn publikuje rozmówki francusko-polsko-niemieckie dla podróżujących po Prusiech, a raczej dla francuskich żołnierzy, którzy po napoleońskich zwycięstwach nad prusko-saksońską koalicją, w 1806 roku pod Jeną i Auerstedt, wkroczyli na Śląsk i do Wielkopolski. I tu muszą się porozumieć z ludnością, tak niemiecko- jak i polskojęzyczną. Kwatera i popas należą do kwestii najważniejszych dla podróżnika i dla żołnierza. Wiele więc dowiemy się o ówczesnych gospodach z owego Petit Vocabulaire des Voyageurs en francais, polonais et allemand pour servir a l’entretien de trois Nations.

Żołnierz oczekuje od gospodarza napalenia w piecu i posiłku.

Dam Wacpanu rosół, iarzynę i sztukę mięsa, do tego dzbanek piwa.

Propozycja nie całkiem przypada Francuzowi do gustu

Ia proszę zamiast piwa o butelkę wina, dziś już wielki marsz odprawiłem, trzeba ni więc wina na posiłek

Bez wina zregenerować sił się nie da. Gospodarz daje jednak odpór: czasy są ciężkie, wino drogie, aby okazać dobrą wolę, proponuje w zamian kieliszek dobrej wódki. Francuz postanawia pokazać, kto tu rządzi

Wiesz Wacpan, że ia iestem francuski żołnierz, żyję w nieprzyjacielskim kraiu teraz i nie pytam się o Wacpana wymówki, ia chcę mieć pieczenią, biały chleb i wino

Stanowczość gościa nie robi na gospodarzu większego wrażenia. Dyskutują dalej, wspierając się rozmówkami, a głód Francuzowi dokucza coraz bardziej. Poddaje się

zobaczę, iakie bedzie iedzenie, będzie to prędko? Bo mi się jeść chce

Gospodarz tryumfuje, Francuza głód zmusił do uprzejmości

Oto iest iedzenie, rosół z bułkami, kapusta słodka z baraniną i półgarca piwa, i móy domowy chleb, do tego kieliszek wódki przyszlę zaraz. Życzę, żeby WacPanu smakowało i żebyś był kontent.

O! Iuż widzę, że to będzie dobre! Dziękuję WacPanu

Przełamawszy pierwsze lody, obaj są bardziej skłonni do ustępstw. Gdy Francuz kręci nosem na menu kolacyjne: piwną polewkę, sałatę z kartofli i kiełbasę

Proszę Panie Gospodarzu, day mi zamiast piwney zupy rosół albo polewkę z mleka; żaden Francuz nie lubi piwney polewki, bo ta u nas nie iest wcale w używaniu

gospodarz zgadza się i przynosi inna zupę. Menu śniadaniowe, przed porannym wymarszem,  przewiduje kawę albo wódkę. Francuz prosi o kawę lub zupę. To też się da zrobić, „kawa będzie o godzinie szóstey gotowa”. Ale mięsa na drogę nie będzie, co za dużo, to niezdrowo

tak rano dadź nie mogę, bo go nie mam i żona moja w nocy gotować nie może. Zamiast tego dam WacPanu dobry kawał chleba z masłem i naleję WacPanu w flaszeczkę wódki.

Chcąc nie chcąc, Francuz musi być kontent, jego upodobania zderzyły się z asertywnością gospodarza, albo zje, co mu dają, albo będzie głodny. Autorzy rozmówek znają realia i nie proponują wszczynania jałowych dyskusji. Czasem tylko, zwłaszcza w chorobie, pozwalają gościowi trochę pomarudzić: gdy Francuz niezdrów, unikać musi korzennych przypraw i wódki, gospodarz sam proponuje mu na śniadanie kawę. Gość odzyskuje grunt pod nogami, można spróbować uzyskać jeszcze jakieś ustępstwo

Kiedy Wacpan chcesz być tak łaskaw, to każ mi dać wiele śmietanki i bułkę do tego albo inne ciasto.

Gospodarza odpowiedzi nie znamy, zapewne i tak zrobi swoje… Niełatwo Francuzowi pożywić się ze smakiem w tym piwno-wódczano-żytnio-ziemniaczanym kraju.

Reklamy