Tagi

, , , ,

Dzisiaj podobno Dzień Wegetarian, tak podało radio (publiczne, jeszcze nie narodowe). Jak już wiadomo, niejedzenie mięsa może być wysoce podejrzane, a wegetarianizm godzi w tradycyjne wartości. Nie będę zatem zachwalać chrupania marchewki, przywołam mięsną tradycję. Donatien-Alphonse-François de Sade, zwany po prostu markizem de Sade, libertyn i seksoholik, któremu dorobiono gębę sadysty, w 1776 roku uczestniczył w neapolitańskim karnawale i opisał tamtejsze tradycyjne święto, organizowane przez króla dla pospólstwa. To cuccagna. Uwaga: będzie drastycznie!

Dwóch mężczyzn rzuca się na połówkę krowy: obiekt wart zachodu, przyznaję. Za chwilę w dłoniach pojawiają się noże. W Neapolu albo w Rzymie to jedyny argument w dyskusji. Jeden z mężczyzn pada i spływa krwią. Ale i zwycięzca niedługo cieszy się zwycięstwem. Stopnie, na które się wspina, by uciec ze swym łupem, chwieją się, traci równowagę. Pod ciężarem wołowej półtuszy sam upada na trupa swojego przeciwnika. Mięso, ranni, zabici, wszystko się miesza. Widać jedną tylko masę, a tymczasem zjawiają się kolejni amatorzy, natychmiast korzystają z niepowodzenia obu przeciwników, wyciągają zwały mięsa spod zwłok, które go przykryły i triumfalnie unoszą je, ociekające jeszcze krwią rywali.

Sade, Voyage à Naples

To scena ze słynnego niegdyś w Neapolu święta, cuccagna. Cuccagna, zwana też we Włoszech Paese di Bengodi, we Francji Cocagne, w Niemczech Schalaraffenland, w Polsce Kukanią, Krzczelowem albo Szlarafią, to mityczna kraina szczęśliwości, dostatku, obżarstwa i próżnowania.

W wieku XVII i XVIII, w cztery kolejne niedziele karnawału, na placu przed neapolitańskim pałacem królewskim, usypywano wzgórze, a na nim wznoszono ogromną konstrukcję z drewna, kartonu, malowanych płócien i tkanin. Budowlę projektowali najlepsi architekci królestwa, a malowidła, przedstawiające sceny mitologiczne albo alegoryczne – Ogród Hesperyd, Triumf Obfitości, Szczęśliwą Wieś, Dobre Rządy albo Złoty Wiek, godne były dekoracji teatru operowego. Wieża, otoczona fosą i zielenią, trawnikami i prawdziwymi drzewami, wyobrażała mityczny kraj dobrobytu i szczęśliwości, w czterech rogach owego wspaniałego krajobrazu fontanny tryskają winem. Wewnątrz – tusze i półtusze, szynki, płaty słoniny i mortadele. Fosę wypełniają pstrągi, węgorze i inne żywe ryby. A w wolnej przestrzeni zgromadzono barany, świnie, woły, kozy i setki sztuk drobiu.

cuccagna

Tej spiżarni a la Rabelais dzień i noc strzegą trzy tysiące żołnierzy, pospólstwo koczuje na placu, patrzy i czeka. Napięcie rośnie. Nadchodzi niedziela. W samo południe, na środkowym balkonie pałacu pojawia się król i chusteczką daje sygnał do rozpoczęcia święta. Żołnierze usuwają się, zaczyna się orgia. Tłum, na który składa się wiele tysięcy wygłodniałych mieszkańców Neapolu, wpada do ogrodu, skacze do fosy, tratuje się wzajem, wrzeszczy, wyszarpuje pieczyste, szynki i bochny chleba, pije na umór, zarzyna zwierzęta. W parę minut jest po wszystkim…. Ruina, posoka, fruwa pierze, są ranni, są i ofiary śmiertelne. Za tydzień powtórka, we wtorek rusza budowa kolejnej niby-krainy niby-szczęśliwości… Karnawałowy wentyl bezpieczeństwa.

Oczywiście, głód łagodności obyczajów nie sprzyja. Czy można zamordować dla marchewki? Pewnie tak, ale jednak zapach krwi bardziej niebezpieczny. Z pozdrowieniem dla wszystkich wegetarian i ich sympatyków!

Reklamy