Tagi

, , ,

Film Rękopis znaleziony w Saragossie zawsze kojarzy mi się z biesiadowaniem. Kwestia „dwie cudzoziemki, które spędzają noc w tej gospodzie, proszą, byś raczył dzielić z nimi wieczerzę” jest dla opowieści bodaj kluczową, a większość historii wydobywa się z kolejnych szkatułek właśnie przy zastawionym stole.

Czytając nowe tłumaczenie powieści w jej autorskiej wersji z 1810 roku (Jan Potocki, Rękopis znaleziony w Saragossie, tłum. Anna Wasilewska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2015) chcąc nie chcąc zwracam uwagę na śniadania, wieczerze, przekąski. Nie ma tego tak wiele, jak byśmy mogli się spodziewać, stół pojawia się najczęściej w enigmatycznym stwierdzeniu „po wieczerzy uprosili go, by zechciał opowiedzieć dalszy ciąg historii swojego życia” albo „po zaspokojeniu apetytu poprosiliśmy naczelnika, aby zechciał powrócić do opowieści”. Znajdzie się parę smakowitych obrazów i nawet jedna potrawa. Ale najbardziej uderza wszechobecność jednego napoju – i wcale nie jest nim wino.

To czekolada. Pijana zwłaszcza z rana.

Cyganie przynieśli mi czekoladę i zechcieli spożyć ze mną śniadanie

Wzmacnia w trudach podróży. Alfons van Worden, który właśnie obudził się pod szubienicą Los Hernanos, widzi nad rzeką podróżnych, z których jeden szykuje posiłek. Woła do nich radośnie, a oni umykają w popłochu, porzucając wiktuały.

Znalazłem gotującą się jeszcze czekoladę, sponhao [suchary] maczane w winie z Alicante, chleb i jajka.

Maria de Torres opowiada o przybyciu do miasteczka Villaka:

kazaliśmy wynieść krzesła przed drzwi i podać czekoladę

Sekretarz stanu de Val Florida pije czekoladę w gabinecie, w którym sprawuje swój urząd. Namiętność do czekolady kładzie trupem księcia Sidonia-Medina: rozkoszując się esencjonalnym napojem nie wyczuł mieszanki żywicy narkotycznej ze żrącym metalem, który zadała mu w akcie zemsty Girona. I tak dalej, w wielu odsłonach.

Czekoladę, a raczej ziarno kakaowca, wielkiego drzewa rosnącego na Jukatanie przywieźli Hiszpanie z Ameryki i to dzięki nim stała się popularna w Europie. Pierwsze zetknięcie Corteza i jego ludzi z tcocoalt (albo xococalit) nie zapowiadało tej zawrotnej kariery: Toltekowie i Aztekowie z prażonego, tłuczonego, zalewanego wrzątkiem ziarna przyrządzali gorzki i palący wnętrzności napój, dodając do wywaru ostrą paprykę, muszkat, ambrę, czasem nieco miodu albo mąki kukurydzianej (bliżej mu pewnie było do sosu mole poblano niż do naszego deserowego napitku). Hiszpanom gęby wykrzywiało. Ale – czy to z powodu wartości energetycznych (bomba kaloryczna!), czy to dlatego, że uwierzyli w opowieść o niezawodnym afrodyzjaku – postanowili inkaski specyfik oswoić. Siostry misjonarki przystosowały napój do gustów europejskich podniebień, eliminując diabelskie przyprawy, a dosmaczając wanilią, cukrem trzcinowym i mlekiem lub śmietanką.

Około 1520 czekolada z Meksyku dotarła do Hiszpanii, kilkadziesiąt lat później do hiszpańskich Niderlandów, do Francji być może za sprawą arcybiskupa Lyonu, brata kardynała-ministra Richelieu, ale i hiszpański trop jest ważny: jest serwowana w Bayonne z okazji zaślubin Ludwika XIII z infantką Anną Austriaczką, a infantka Maria Teresa, osamotniona, niekochana żona Ludwika XIV, popija ukradkiem czekoladę w swej komnacie… Wkrótce będzie podawana na podwieczorkach w Wersalu. Anglicy nową modę przyjęli zrazu ozięble (wiadomo, nastroje antyhiszpańskie!), ale i oni ulegną, a napój doprawią po swojemu, maderą.

Ze względu na wysokie cła jest droga, to zdecydowanie luksusowy produkt. Traktowana tyleż jako napój, co i lek. Znamienną huśtawkę nastrojów i opinii co do właściwości specyfiku upamiętniają listy madame de Sevigné:

Jeżeli nie czuje się Pani zbyt dobrze, źle pani spała, czekolada postawi Panią na nogi    (1671, do pani de Grignan)

Muszę Ci powiedzieć, moje drogie dziecko, że czekolada nie towarzyszy mi jak niegdyś. Poszłam za modą, jak to się zazwyczaj robi. A teraz wszyscy ci, którzy mi ją wcześniej zachwalali, przestrzegają mnie przed nią. Znalazła się kompletnie na indeksie. Oskarża się ją o wszelakie nieszczęścia (trzy miesiące później, do córki)

Niebawem, ciężarną córkę przestrzega:

Zaklinam Cię, moja kochana i śliczna, żebyś nie brała do ust czekolady. W stanie, w jakim się znajdujesz, mogłoby Cię to zabić.

Zabić albo okryć hańbą….

Markiza de Coetlogon, będąc w zeszłym roku w ciąży, piła tak dużo czekolady, że urodziła chłopczyka czarnego jak diabeł, który zresztą umarł

 (cyt. za Maguellone Toussaint-Samat, Historia naturalna i moralna jedzenia, tłum. Anna Bożenna Matusiak i Maria Ochab )

Tylko Hiszpanie całym sercem oddali się boskiemu napojowi Majów. Hiszpańskie damy i mieszczki oszalały za czekoladą, pijały ją od rana do wieczora, nawet w kościołach. Podczas podróży przez Hiszpanię Potocki musiał jej kosztować wielokrotnie, nie mógł nie zauważyć powszechności zwyczaju. Jak smakowała?

W 1755 Menon w kompendium Les Soupers de la Cour podaje taki przepis:

Weź tyleż tabletek czekolady, co filiżanek wody, umieść je w kafetierze i podgrzewaj na małym ogniu […] przed wydaniem dodaj jedno żółtko na cztery filiżanki i mieszaj, nie doprowadzając do zagotowania [..] zamiast żółtka można dodać pianę ubitą z białka

Diabeł tkwi oczywiście w szczegółach: wszystko zależy od wielkości owych tabletek i od ilości wody. Sto lat później Aleksander Dumas w Wielkim słowniku kulinarnym (1873) zaleca 30 gram czekolady na filiżankę mleka lub wody ; po zagotowaniu płynu należy dodać wiórki czekoladowe, gdy się zaś ingrediencje połączą, odstawić na kwadrans w ciepłe miejsce. Wszystko to bardziej przypomina kakao, niż to, co dziś rozumiemy przez czekoladę. A mieszkańcy Madrytu podobno pijali (jadali?) bardzo gęstą i doprawioną cynamonem.

O karierze czekolady we Francji w serwisie Vive la cuisine!: Czekolada

Reklamy