Tagi

,

Niewiele chyba znajdziemy tekstów literackich tak przesiąkniętych aromatami stołu, jak Syrena Czechowa. Tekst co prawda króciutki, raczej humoreska niż opowiadanie, ale próżno szukać w literaturze takiego natężenia kulinarnych marzeń, takiego nieprzerwanego ciągu obrazów pieszczonych słowem. Zdaje się nam, że widzimy owego smakosza, jak z przymkniętymi powiekami snuje wizje obiadku, jego mimowolni słuchacze z trudem przełykają ślinkę, potok słów płynący z ust Iwana Żylina doprowadza ich niemal do szaleństwa.

Rzecz dzieje się w mieście N. po posiedzeniu sędziów pokoju. W sali narad zgromadziło się kilku uczestników, czekają aż prezes zredaguje votum separatum w jednej z sądzonych spraw. Gdy skończy pisać, rozejdą się, w domu czeka obiad. I właśnie wizję obiadku snuje półgłosem, potem szeptem „sekretarz zjazdu Żylin, mały człowieczek z baczkami koło uszu, z wyrazem słodyczy na twarzy”

Kiedy się jedzie do domu, to trzeba, żeby głowa była zajęta tylko karafką i zakąską. Raz w drodze przymykam oczy i wyobrażam sobie prosiątko z chrzanem, to, uwierzy pan, o mało nie dostałem ataku histerycznego. A więc, kiedy pan zajeżdża przed dom, trzeba, żeby z kuchni dolatywał jakiś taki zapach, wie pan…

– Pieczone gęsi pachną cudownie — powiedział sędzia honorowy, ciężko dysząc.

– Nie mówcie tak, drogi Grzegorzu Sawiczu, kaczka albo bekas mogą dziesięć oczek fory dać gęsi. W gęsim zapachu nie ma tej delikatności, subtelności. Najwięcej przejmująco pachnie młoda cebulka, kiedy, wie pan, zaczyna się podsmażać i rozumie pan, syczy, szelma, na cały dom…

Kaczka, cebulka, wódeczka z lodowatej karafki.. prezes sądu próbuje pisać swe votum separatum, ale jak tu pisać w takiej atmosferze?

-Słuchaj pan — powiedział prezes, podnosząc oczy na sekretarza — mów pan ciszej: już drugi arkusz przez pana psuję.

-Ach, przepraszam, Piotrze Mikołajewiczu, będę cicho — odpowiedział sekretarz i ciągnął dalej półszeptem

A dalej jest śledzik z cebulką i sosem musztardowym, kawior z cytrynką, rzodkiewka z solą, znów śledź, solone rydze, grzyby duszone… Iwan Guricz opiewa rozkoszne smakołyki, rozbudza wyobraźnię słuchaczy, mąci im umysły niczym syrena uwodząca marynarzy

[..] przed kulebiaką trzeba wypić — ciągnął dalej półgłosem sekretarz; tak się już zapalił, że jak śpiewający słowik, nie słyszał własnego głosu. — Kulebiaka musi być apetyczna, bezwstydna w całej swej nagości, żeby rodziła pokusę. Mrugniesz na nią okiem, odkraj sobie kawał i palcami nad nią strzepnij z nadmiaru uczuć. Zaczynasz jeść kulebiakę, a z niej wycieka masło, jakby łzy, nadzienie tłuste, soczyste, z jajkami, flakami, cebulą. […] Jak tylko upora się człek z kulebiaką, natychmiast, by nie przerwać apetytu, trzeba kazać podać kapuśniak… Kapuśniak musi być gorący, ognisty. Ale najlepszy jest, dobroczyńco mój, barszczyk małoruski z szyneczką i serdelkami. Podaje się do niego śmietana i świeża pietruszka z koperkiem. Dobry też jest razsolnik z flaków i młodych nerek…

Sędziom coraz trudniej przychodzi usiedzieć w miejscu. A tu jeszcze rybki, pieczyste, na zakończenie znowu kieliszeczek

Powiem szczerze, Stefanie Francewiczu, na sumienie — ciągnął dalej ledwo słyszanym szeptem —zapiekanka domowej roboty lepsza jest od szampana. Po pierwszym kieliszku opanowuje cię takie jakieś omroczenie, fantasmagoria taka i zdaje się, że siedzi się nie u siebie w fotelu, lecz gdzieś w Australii, na jakimś miękkim strusiu…

Sędziowie, jeden po drugim, zrywają się i uciekają z sali narad. Wreszcie i prezes, doprowadzony do ostateczności, rzuca pióro, pal licho z votum separatum, jeść!  Taka to potęga barwnej opowieści zaprawionej uczuciem.

Cały tekst można przeczytać na Wolnych Lekturach (tłum. A.M.), albo w tłumaczeniu Mieczysława Birnbauma Syrena

Szkoda, że nie nagrał go Janusz Warnecki… Nie chcę być mamutem-malkontentem, ale czy ktoś dziś przeczyta, nie, nie „przeczyta”: odegra Czechowa, tak jak on: Antoni Czechow Wesele z generałem

(w “Weselu…” wątek kulinarny także obecny, ale pominę go, bo ów szczupak niesiony z targu mnie zasmucił)

A co do “kulebiaki”, dzisiaj raczej nazywanej “kulebiakiem”, to u nas w domu czasem pojawiał się – rzadko, bo pracochłonny – nadziany kapustą z grzybami (być może jego nazwa wywodzi się z niemieckiego Kohlgeback, a to ciasto z kapustą). Ale klasyka rosyjska to pieróg nadziany rybą albo mięsem.

Reklamy