Tagi

, , ,

Chleb jest odwiecznym dobrodziejstwem ludzkości, ale bywał i przekleństwem. I zgodnie z powiedzeniem “biednemu zawsze wiatr w oczy”, owe tragiczne skutki dotyczyły uboższych. Straszliwą chorobą, jaka szalała po Europie w wiekach średnich, był ergotyzm, zwany popularnie Ogniem świętego Antoniego (Ignis Sancti Antonii) albo po prostu Świętym Ogniem (Sacer Ignis), choroba objawami przypominająca trąd. Chory doznawał drgawek, zaburzeń czucia i bolesnego przykurczu kończyn, pieczenia skóry, a jakby tego było mało, popadał w halucynacje: rzeczy znajome przybierały dziwaczne kształty, świat wirował, nabierał znamion złowrogiej groteski. Chorzy zachowywali się niczym opętani przez demony.

Już w XVII wieku odkryto, że to ciężkie zatrucie sporyszem (Secale cornutum), grzybem atakującym żyto, a właściwie zatrucie drzemiącymi w nim alkaloidami. A zapadali na nie biedacy, bo to oni jadali żytni chleb, tani, wypieczony ze zboża nie oczyszczonego. Ci, których stać było na chleb pszenny, nie mieli tego problemu. Oczywiście, zdarzały się wyjątki. Snorri Sturluson w Heimskringla, opowieściach o norweskich władcach, podaje, że Magnus, syn króla Haralda III Srogiego, wkrótce po bitwie pod Hastings zmarł dotknięty świętym ogniem.

Tej choroby miał doświadczyć Antoni Pustelnik na pustyni, gdzie oddawał się medytacji, a straszliwe zwierzęta i ludzko-zwierzęce hybrydy usiłowały mu w tym przeszkodzić, gryzły, szarpały go i dręczyły w najbardziej wyrafinowany sposób. Widujemy te sceny u wielu mistrzów od średniowiecza po czasy współczesne, oczywiście u Hieronima Boscha i Salvadora Dalego, ale najbardziej szalony, rozedrgany obraz dał Martin Schongauer w słynnym miedziorycie (ok. 1470).

schongauer

Wokół Antoniego, który unosi się w powietrzu, uwijają się w piekielnym tańcu maszkary i bestie, ciągną za poły płaszcza, szarpią za włosy, lżą i szydzą. Fantastyczne, szponiaste twory o skrzydłach niczym zeschnięte liście, ciałach włochatych albo oślizgłych, najeżonych kolcami, grzebieniami, rogami – a pośród nich brodaty starzec, niewzruszony, oaza spokoju, zamyślił się, spojrzenie nieobecne. Długo miałam problem ze zrozumieniem, dlaczego te makabryczne wizje, jakże dalekie od zjawiskowych obrazów “Lucy in the Sky with Diamonds” (ergotamina to główny substrat w syntezie chemicznej LSD) nazwano w chrześcijańskiej ikonografii “Kuszeniem św. Antoniego”?… Bardziej przemawiał do mnie obraz Fra Angelico (Museum of Fine Arts, Houston): szatan postawił przed świętym ogromną bryłę złota… Apage, satane! woła Antoni i umyka.. Złoto, wiadomo, pokusa silna, ale cóż tamte pokraki mogły mu oferować, czym kusić? A one chcą zmącić ten jego spokój nieziemski, chcą by zwątpił w ład i dobro, wystawiają na pokuszenie jego wiarę w porządek świata i w Księgę.

Antoni Pustelnik został świętym patronem rycerzy, tkaczy, cukierników, wieśniaków, koszykarzy i szczotkarzy, dzwonników, tradycja przypisała mu miano opiekuna zwierząt domowych i stąd jego patronat nad pasterzami trzody chlewnej… ale również – co za przewrotność! – rzeźników i grabarzy… A pamięć o Sacer Ignis powodowała, że wzywano go w przypadkach zarazy, zwłaszcza trądu i syfilisu. Fuoci di San Antonio, ogniska rozpalane jeszcze dziś w okolicach Neapolu 17 stycznia mają chronić gospodarstwa przed pożarem, ludzi i zwierzęta przed zarazą.

Dokuczliwość i epidemiczność ergotyzmu sprawiły, że w roku 1095 powołano we Francji do opieki nad chorymi na ergotyzm zakon szpitalny św. Antoniego. Antonici mieli pełne ręce roboty, w szczytowym okresie prowadzili blisko czterysta szpitali rozsianych po całej Europie. Dla jednego z antonickich klasztorów, w alzackim Isenheim, Matthias Grünewald namalował słynny poliptyk (1506-1515, obecnie w Muzeum Unterlinden w Colmarze) ; na skrzydle wewnętrznym widzimy targanego wizjami świętego, przerażająca ofiara ergotyzmu leży u jego stóp.

                                      isenheim2

To już wiek XVI. Jeszcze dwieście lat i ergotyzm przestanie być plagą europejskich zjadaczy chleba, ale ogniska choroby pojawiają się do dziś, zwłaszcza w krajach afrykańskich.

Reklamy