Tagi

, ,

Wiedeń rok 1814. Trwa kongres, który ma zdemontować Europę napoleońską i na nowo ustalić porządek i strefy wpływów mocarstw. Wiedeń błyszczy i kipi: cesarze, królowie, książęta, dyplomaci, karierowicze, półświatek i światek przestępczy, przyjęcia, rewie, bale, inscenizacje… Inspektor Janez Vladeski, syn Cyganki i chorwackiego księcia, prowadzi śledztwo w sprawie tajemniczego morderstwa. Zmasakrowanego nieboszczyka znaleziono w ogrodach Schönbrunnu, nieopodal cesarskiego pałacu, gdzie rezyduje Maria Ludwika i mały Napoleon, Orlątko. Przy zwłokach leżały menażki pełne niewiarygodnie pysznych potraw. To jedyny trop.

Inspektor Janez Vladeski ze swą przyjaciółka, niezbyt ciężkich obyczajów aktorką (polskiego nota bene pochodzenia) przemierzają Wiedeń szukając miejsca pochodzenia rozkosznych bezików, których chrupka powłoka rozpływa się w ustach, uwalniając smak i aromat pomarańczowego likieru. Zwiedzamy restauracje, piekarnie, tawerny, targowiska. Ostatecznie trop prowadzi do kuchni pałacu Kaunitzów, gdzie rezyduje na czas kongresu Charles-Maurice de Talleyrand-Périgord i jego wunderteam: Dorota, młoda żona bratanka, późniejsza księżna żagańska, portrecista Jean-Baptiste Isabey, muzyk i kucharz. Wszyscy uwodzą władców, polityków i dyplomatów, by zapewnić Francji jak najmocniejszą pozycję w nowym, ponapoleońskim porządku. Ofiara mordu to „maître-rôtisseur” czyli kucharz odpowiedzialny za pieczyste, którego królestwem jest przerażająca, piekielna zgoła piwnica z ogromnym paleniskiem i akcesoriami przypominające narzędzia tortur… A głównym podejrzanym, ba, nawet oskarżonym, stanie się jego szef, kucharz-legenda, Marie-Antoine Câreme.

careme

Czy szefem kuchni Talleyranda w pałacu Kaunitzów rzeczywiście był Câreme? Nie ma na to dowodów. Pracował dla ministra przez lat kilkanaście, prawdopodobnie nie tylko służył swym niezwykłym talentem kulinarnym, ale między kuchnią a jadalnią, dysponując sztabem kucharzy i lokajów, zbierał informacje, plotki, aluzje, mówiąc wprost: zapewne był szpiegiem. Nikt oczywiście nie pisze o tym expressis verbis, ani sam zainteresowany, ani jego pryncypał, ani współcześni. Ale przez lata Antonin pojawia się w tle wielkiej europejskiej polityki „wypożyczany” przez Talleyranda na dwory europejskich potęg, sam wspomina, że pracował podczas kongresów w Akwizgranie, Laybach i Weronie. Nie jest pewne, czy to rzeczywiście on kierował kuchnią ambasady francuskiej podczas kongresu wiedeńskiego. Wiele na to wskazuje. Pytany przez Ludwika XVIII, czy nie potrzebuje więcej pracowników w ambasadzie, Talleyrand odpowiada, że przydałoby się raczej więcej rondli… W pałacu Kaunitz karmią bardzo dobrze, a szef przygotowuje coraz to nowe łakocie na cześć mniej lub bardziej zaprzyjaźnionych dyplomatów i władców: a to pudding Nesselrode, a to bombe à la Metternich, a to imperialny smakołyk dla cara Aleksandra. Menu układali wspólnie z księciem, razem dopasowywali potrawy do osobowości i gustów zaproszonych gości, by uwieść ich smakiem, przygotować grunt pod negocjacje, sojusze, układy. Mówi się, że w 1814 roku Talleyrand miał najlepszą kuchnię na świecie i na jej lep wielu się złapało. Więc może rzeczywiście Câreme?

W powieści – rewia smakowitości. Jedzą i piją wszyscy, kongres oczywiście tańczy, ale nie mniej zajada się smakołykami. W nagłówku każdego rozdziału lista dań i łakoci, które za chwilę wejdą na scenę. Na przykład:

Croûte de savarin garnie de fine purée de marrons vanillée – Brioche d’abricot au marasquin – Omelette au rhum chauffé – Charlotte a l’arlequine – Bavarois – Riz à la canelle aux fruits confits – Cigare et bas armagnac – Champagne

 Że też autor nie dołączył przepisów…. Wielka szkoda

Jean-Christoph Duchon-Doris , Le cuisinier de Talleyrand, meutre au congres de Vienne, Editiond Juliard, Paris, 2006.

Reklamy