Tagi

, ,

Na średniowiecznych wyobrażeniach posiłków i uczt zastawa stołowa nie przedstawia się imponująco ani malowniczo, niezależnie od ważności i zamożności gospodarza, czy to książę Burgundii, czy to mieszczanin. Jeśli pojawiają się naczynia, to głównie dzbany i kubki do wina lub piwa, cynowe, gliniane, drewniane, szklane na większych tylko przyjęciach, i to dopiero od XIV wieku. Nóż do własnego użytku mają wyłącznie znamienitsi, na zwyklejszym stole nieraz wszystkim stołownikom musi wystarczyć jeden. Nie ma indywidualnych talerzy, ich rolę spełniają duże kromki czerstwego chleba albo podpłomyki, na te pajdy kładzie się ukrojony kawał mięsa lub ryby, tłuszcz i sos wsiąkają w miąższ. Czasem taka chlebowa podkładka była wspólna dwu biesiadnikom, ślad tego zwyczaju pozostał we francuskim słowie “compagnon”: towarzysz to ten, z którym dzieli się chleb (com-pain).

Te aromatyczne kromki-podkładki można było zjeść ze smakiem (jadalna zastawa nie jest zatem współczesnym wynalazkiem odpowiedzialnego społecznie dizajnu), ludzie zamożni raczej rzucali je psom albo oddawali biedakom: często służba zbiera te pożywne resztki i rozdaje ubogim, którzy zwykle tłoczą się przed drzwiami i czekają na pańskie „niedojadki”.

berry4Bracia Limbourg, Bardzo bogate godzinki księcia de Berry (Les Très Riches Heures du duc de Berry), po 1410, Musée Condé, Chantilly, Kalendarz: styczeń (fragment)

Chleb jest na średniowiecznym stole wszechobecny. Kromka chleba na dnie miski, zalana cieczą, w lepszej wersji mięsnym wywarem, w skromniejszej winem lub piwem ochrzczonym wodą, to w języku Franków “suppa”. W początkach XIV wieku pasterz z pirenejskiej wioski Montaillou opowiada inkwizytorom „wieczorem zjedliśmy danie przygotowane z czosnku, chleba i wina”, czyli coś w rodzaju polewki. Zwyczaj moczenia chleba w zupie przetrwał do naszych czasów, nie tylko na francuskiej prowincji zobaczymy kawałki chleba pływające w kapuśniaku (czy nie tak Louis de Funes pichci zupę, której zniewalający aromat i smak doceni przybysz z planety Oxien?). A zupa cebulowa, klasyk francuskiej kuchni, jest nieważna bez solidnej grzanki. We Włoszech do dziś pojawia się na stołach zuppa sarda i la pavese, na które składają się, w różnych proporcjach, kawałki chleba, ser i rosół.

chlebHenri de Ferrières (?), Livre du roi Modus et de la reine Ratio, 2 poł. XIV w., Paryż, Bibliothèque nationale de France.

W ten sposób można było w pełni wykorzystać cenny chleb: ówczesne pieczywo, wypiekane na ogół z marnego gatunku mąki, bardzo szybko stawało się twarde jak kamień. A chleb był zbyt cenny, by się marnować. W większości europejskich języków funkcjonują do dziś stosowne przysłowia i porzekadła, jak choćby francuskie “ne pas en perdre une miette” i polskie „nie uronić ani okruszka”. A Hiszpanie mawiają, że nie ma chleba tak twardego, by głodny go nie go nie zjadł (“a buena hambre, no hay pan duro”) – rozmoczony w polewce albo nasiąknięty tłuszczem na pewno był bardziej przyjazny dla podniebienia…

Owa zupa-nie zupa pojawia się we francuskich powiedzeniach: „tailler une soupe” to nie krojenie zupy, w której łyżka staje, ale krojenie kromek do zanurzenia w zupie, a „tremper une soupe a quelqu’un” nie oznacza rozwodnienia czyjeś zupy, ale zbicie go na kwaśne jabłko, aż stanie się miękki i wiotki jak kromka nasiąknięta bulionem… Zaś smakołyk zwany „soupe dorée” to nie rosół ani inna złocista zupa, ale kromka chleba maczana w ciepłym, słodkim mleku i w ubitych jajkach, następnie rzucona na patelnię i „na wydaniu” posypana cukrem.

Reklamy