Tagi

, , , , , ,

Trudno polubić przegadane, malarsko płaskie i oschłe obrazy Pietera Aertsena. Zdaje się, że odczuwał lęk przed pustką, ów manierystyczny horror vacui, który każe artyście pole obrazu zapełnić szczelnie i nieodwołalnie mnogością szczegółu. Temat, przedmiot przedstawienia blednie, więdnie, ginie zatłamszony. Aertsen jest jednak malarzem fascynującym, dokumentalista z niego przedni, obserwator wnikliwy i niestrudzony rejestator. Ojciec holenderskiej i flamandzkiej martwej natury i malarstwa rodzajowego zarazem. “Ryparograf”, malarz tego, co zwykłe i powszednie, trywialne i niegodne uwagi szanującego się artysty. Całe jego oeuvre można by opatrzyć jednym hasłem, z Umberto Eco zapożyczonym: foglia della lista, szalone wyliczanki.

Aertsen, i jego krewniak, Joachim Bueckelaer, którego zaraził swym stylem i upodobaniami, są autorami scen targowych i kuchennych, pełnych straganów warzywnych i jatek, stołów, na których piętrzy się drób i drobna zwierzyna, wizerunków hardych kucharek, które dzierżą rożen jak halabardę. Targowe lady, bardziej flamandzkie w duchu niż holenderskie, obfitują we wszystko, czego dostarczała holenderska wieś i w to, co lądem i wodą docierało do Amsterdamu z całego świata. Są lokalne warzywa i egzotyczne, azjatyckie owoce, swojskie króliki z nadmorskich wydm i przybyły dopiero co z Ameryki indyk. Uwieczniona duma z obfitości. Przeładowane stragany chwalą gospodarność i przedsiębiorczość małego narodu, pełne spiżarnie są świadectwem dostatku, rozsądku, przezorności, dobrego zarządzania gospodarstwem. Można długo wpatrywać się w te obrazy i odnajdywać a to karczochy, a to nieszpułki, a to białą marchew. Pieczołowicie odmalowane kształty, faktury, barwy. Ale to trzeźwe malarstwo, ani krztyny zmysłowości. Nie powiemy: prawie widać smaki, niemal czuć zapach.

aertsen 2                 Pieter Aertsen, Straganiarka, 1567, Staatliche Museen Berlin

Te aertsenowskie wyliczanki przywołują w pamięci słynne enumeracje Rabelais i teksty dziewiętnastowiecznych naturalistów. Gdy patrzę na Straganiarkę, która sama zdaje się zdziwiona mnogością dóbr, w tle słyszę Emila Zolę, gdy z upodobaniem i znawstwem rejestruje obfitość i różnorodność darów natury wystawionych w paryskich Halach:

“rzędy melonów, pokiereszowane od brodawek kantalupy, melony inspektowe niby szarą gipiurą okryte, małpichleb o nagich guzach, rumiane brzoskwinie z Montreuil, o cienkiej i jasnej skórze córek Północy, i żółte, spalone słońcem południowe brzoskwinie ogorzałe jak prowansalskie dziewczęta, [..] roztyłe rambury, kalwile w białej szacie, krwiste renety, nakrapiane czerwienią borowinki, jasne renety z rdzawymi plamkami ; następnie odmiany gruszek: cukrówki, bergamoty angielskie, bery, janówki, przysadkowate lub podłużne diuszesy o łabędziej szyi lub ramionach apoplektyczek, żółtych, zielonych brzuchach, okraszone odrobina karminu”.

                            Emil Zola, Brzuch Paryża, tłum. Niny Gubrynowicz

A Bueckelaera Kuchnia suto zaopatrzona to jakby sklep drobiowy Gavarda i lokal pana Lebigre w jednym…

Na tych obrazach czasem, przez trudną do opisania obfitość dóbr, ze zdziwieniem, może nawet niedowierzaniem, dostrzegamy rozgrywającą się na dalekim planie, ledwie zarysowaną, scenę zgoła nie przystającą do tej rozbuchanej konsumpcyjnej aury. W pierwszej chwili niewidoczna, gdy raz ją dostrzeżemy, już się od jej nienatrętnej obecności nie uwolnimy.

aertsen1               Pieter Aertsen, Stragan rzeźnika, 1551, Uppsala konstmuseum

Za straganem jatki, gdzieś między krwawym krowim łbem, pętami kiełbasy i świńskimi uszami Aertsen otwiera daleką perspektywę: wije się droga wśród drzew, wzdłuż drogi żebracy, pochyla się ku nim jadąca na osiołku kobieta. To Ucieczka do Egiptu i Maria udzielająca jałmużny. Wiele tu tropów do odczytania: mięso przywołuje ofiarę odkupieńczą, ale obfitość pożywienia świadczy o dostatku i ostentacji, zamiłowaniu do dóbr doczesnych, kusi do grzechu niemiarkowania. Nadmiar-ubóstwo, dobra materialne-dobra duchowe, przyjemność ciała-zbawienie duszy…

W głębi, daleko w tle ogromnej i dostatniej kuchni, Bueckelaer lokuje niewielką, skromnie urządzoną izbę. To Chrystus gości u Marii i Marty. Innym razem – w izbie na zapleczu tego kuchennego świata, apostołowie w Emaus zasiedli z nieznajomym do wieczerzy. Taka odwrócona perspektywa będzie powracać w obrazach małych i wielkich mistrzów, choć już bez holenderskiego zacięcia dokumentalistycznego: Diego Velázquez poprowadzi nasze spojrzenie od zapłakanej Marty dzierżącej moździerz, zajętej przyziemnymi sprawami, ku lustru na ścianie, w którym odbija się daleka scena z Chrystusem i zasłuchaną Marią. Ale moralizatorskie przesłanie Aertsena (chociaż malarstwo, w które je ubrał, nie porywa), jest bardziej wyraziste. Mówi: spójrz głębiej, zastanów się, czy aby to co widzisz na pierwszym planie jest najważniejsze? Czy ta obfitość jest darem czy przekleństwem? Pomyśl, jak powinieneś ustawić plany twego życia? Luksus, status, próżność? Gromadzenie bogactw, folgowanie przyjemnościom, pełna spiżarnia i pełny brzuch? Codziennie troski czy otwarcie na daleką perspektywę? Kim jesteś, kim chcesz być? Mnóstwo odwiecznych pytań w tym małym okienku dalekiego planu.

Reklamy