Tagi

, , , , , ,

Czym Maria karmi Dzieciątko? Najpierw piersią, to oczywiste. W średniowiecznych wizerunkach Maria lactans zwykle więcej jest hieratyzmu, ostentacji i ceremonii, niż bliskości. Jeszcze Jean Fouquet posadzi Marię na tronie przed portalem katedry (Godzinki Etienne’a Chevalier, 1452-60), anielskie grono wpatruje się w posiłek Pana, aż gęsto od symboliki, to nie jest podpatrzona scena rodzinna, ale mini wykład teologiczny o Odkupieniu. Ale niektóre obrazy kreują intymność, czułą więź, matka i dziecko nie muszą się nawet tulić do siebie, w spojrzeniu i w dłoniach Marii, które maluje Lippo Memmi (Maria lactans, ok. 1340, Berlin, Gemäldegalerie), jest wszystko.

Codzienne realia wślizgują się do po trochu iluminacji, do scen cyklu Marii i dzieciństwa Jezusa na ołtarzowe późnogotyckie retabula.

Stajenka licha, anieli grają, anieli śpiewają, anieli są pomocni, ale to nie anieli pichcą. Zwykle w przedstawieniach Bożego Narodzenia i Pokłonu Trzech Króli Józef stoi nieco na uboczu, zna swoje miejsce, opiera się na kiju albo lasce, trochę strwożony, trochę nieswój, a trochę zapadł się w myśli o tym, co temu dziecku, Marii i jemu samemu się przydarzy. Ale czasem zabierze się za gotowanie powszedniej strawy, rzeczy wielkie poczekają, a jeść trzeba. Konrad van Soest (retabulum z Bad Wildungen, ok. 1403) pokazuje Józefa na czworakach, jak dmucha w żar małego paleniska, w garnuszku pyrkoce jakaś papka, pewnie kasza – raczej dla położnicy niż dla noworodka.

Hans Multscher (retabulum z Wurzach, ok. 1437, ob. Berlin, Gemäldegalerie) chowa Józefa za plecami Marii, nie całkiem cierpliwie czeka na koniec hołdów, w ręku trzyma rondel, chciałby nakarmić żonę i dziecko, niech no im już dadzą spokój, dziecko głodne.

Maria albo mały Jezus często trzymają w dłoniach owoce. Ale to zupełnie inna historia. To owoce nie do jedzenia, pojawiają się trochę gwoli dekoracji, bo urodziwe są, ale przede wszystkim jako nośniki idei, symbole, atrybuty. Jabłko odwołuje się do raju, do grzechu pierworodnego, który przez Marię-Nową Ewę i Jezusa-Nowego Adama zostaje pokonany. Granat, figa, gruszka, pigwa – wszystkie niosą szczególne znaczenia, to atrybuty maryjne wskazujące na Jej liczne cnoty, ale i wszystkie do tej symboliki jabłka nawiązują. Przywykliśmy do myśli, że prarodzice zerwali jabłko właśnie, a przecież Księga Rodzaju mówi jedynie o „drzewie” i „owocu” – jabłku gębę dorobiła łacińska nazwa „malum”, na zawsze sprzęgła owoc jabłoni ze złem. „Mala mali malo mala contulit omnia mundo” – całe zło świata od jabłka pochodzi…

Jezus czasem trzyma kiść winogron, te w oczywisty sposób zapowiadają Eucharystię, ciemne czereśnie i wiśnie – o gęstym i czerwonym jak krew soku – antycypują Mekę Pańską.  A niekiedy dzierży zgoła inne jabłko, złocistą kulę monarszego insygnium.

Owoce w obrazach Marii z Dzieciątkiem bardziej znaczą niż są, to pokarm dla ducha.

Zdarza się i scena na wpół scena rodzajowa, scena najprawdziwszego posiłku. Najpiękniejszym obrazem tego rodzaju jest namalowany w kilku wersjach obraz Gerarda Davida (ok. 1510-1520, dziś znane trzy, w Brukseli, Nowym Jorku i Strasburgu). Nie ucieka od maryjnej i chrystologicznej ikonografii: jest jabłko, są irysy w wazonie, a mały Jezus trzyma w dłoni gałązkę wiśni, wpatruje się w krwiste owoce, przecież wie. Maria jeszcze nie wie, ale jak to matka, może przeczuwa, bo wzrok ma przejmująco smutny. Ale teraz skupia się na tym, co ważne dziś, i podnosi łyżkę, by nakarmić dziecko.

Gerard David, Maria karmiąca Dzieciątko papką mleczną (ok. 1515)

Co jest w tej misce? To, co jadali wówczas wszyscy, a jadali papki, bryje i polewki. Ale konkretnie? Może owsianka, może jęczmień. Może kasza jaglana, w wersji lepszej z solą i masłem albo skwarkami? A może wersja najbardziej luksusowa: kasza na mleku, dosmaczana miodem i korzennymi przyprawami, czasem i rozbełtanymi jajkami? Raczej nie prażmo, to było charakterystyczne dla kuchni środkowoeuropejskiej. A może rozmoczony chleb? Obok miski, na stole leży bułka, tyleż realistyczna, co odwołująca się do sfery ducha. Realistyczna, bo dieta średniowiecznego Europejczyka od kilku wieków składała się mniej więcej w trzech czwartych z produktów zbożowych: prosa, jęczmienia, owsa, żyta, pszenicy, w rozmaitych postaciach, jako pieczywo i kasze. Ale i symboliczny wymiar jest tu ważny. Chrześcijaństwo umocniło wyjątkową już w starożytności pozycję chleba: to symbol wszelkiego pokarmu, skoro Bóg sam pozwala nam przyjąć ciało i krew swoją pod eucharystyczną postacią chleba i wina, a modlić mamy się słowami „chleba powszedniego daj nam dzisiaj”. Betlejem, hebrajskie Bet Lechem, znaczy „Dom Chleba”- to miejsce symbolicznej obecności Boga, narodzin Chleba wiecznego, który zstąpił z nieba.

Więc może w tej misce jest rozmoczony chleb albo bułka na mleku? Odwieczna zmora dzieci, jaką pamiętam ze stołówki w niegdysiejszym sanatorium dziecięcym? Chociaż wiele osób do dziś z rozrzewnieniem wspomina moczony chleb z cukrem, więc pewnie są i amatorzy bułki na mleku.

Nad wyraz pożywne i zdrowe to śniadanie Dzieciątka Jezus, co do smaku – de gustibus…

Reklamy